List otwarty PIR w sprawie ograniczeń dotyczących wędzenia

W reakcji na liczne, krytyczne głosy pomorskich rolników oraz producentów z branży rolno-spożywczej, dotyczących ograniczeń w procesach wędzenia produktów konsumpcyjnych, Zarząd Pomorskiej Izby Rolniczej wyraża swój kategoryczny sprzeciw wobec mających wejść w życie regulacji w tym zakresie. Od tysięcy bowiem lat, wędzenie, oprócz solenia i suszenia – było najbardziej skutecznym sposobem konserwowania żywności, pomijając jego walory smakowe i aromatyczne.

Dziś, w ramach troski o zdrowie konsumentów, Unia Europejska decyduje się ograniczyć w pewnej mierze podaż rarytasów, którymi delektują się miliony konsumentów w Europie. Jednocześnie nie brakuje głosów, że ta sformułowana w 2011 roku regulacja, jest elementem rynkowych zmagań pomiędzy kolosami rynku spożywczego, a garstką producentów wędzonek, z których kilkudziesięciu (na przykładzie Polski) zarejestrowało swoje produkty na ministerialnej liście produktów regionalnych i tradycyjnych.
I tu właśnie, czego normalnie myślący człowiek pojąć nie może, wyłaniają się granice absurdu i bezmyślności. Co teraz zatem ze wspomnianymi produktami na liście ministerstwa? Wykreślimy je? Uznamy, że nie są już smakowitymi, chlubnymi rarytasami i dopiszemy do listy niezdrowej żywności?
Niestety, nie podzielamy zdania Pana Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, który twierdzi, że większość producentów nie będzie miało problemów z dostosowaniem się do nowych wymogów. Mówiąc to, Pan Minister oparł się na „pewnych”, a szczątkowych w naszym przekonaniu, badaniach puławskiego instytutu. Niemal każdy smakosz wie bowiem, że intensywność aromatu, smaku i koloru wędzonki jest różna, gdy używamy drewna klonowego, bukowego, lipowego, dębowego czy olchowego i co za tym idzie, zawartość w wędzonkach, organicznych związków chemicznych: wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych, czyli benzopirenów, jest także różna.
Dla przypomnienia – skoro obrońcom naszego zdrowia umknął ten fakt – grillowanie, przez wielu naukowców i dietetyków uznane jest za wyjątkowo szkodliwą formę obróbki mięsa, bowiem powstające wówczas substancje oraz dym, są szczególnie niebezpieczne dla naszego zdrowia. Mówimy przede wszystkim o węglowodorach aromatycznych (patrz: WĘDZENIE!), nadtlenkach lipidowych i wolnych rodnikach. Spożycie zatem mięsa po takiej obróbce, może prowadzić do powstawania nowotworów, miażdżycy i wielu innych chorób!
Wobec powyższego, spróbujmy zatem na forum europejskim zainicjować powstanie dyrektywy, która zakaże europejczykom grillowania w sobotnie popołudnia, gdzie taki sposób konsumpcji i spędzania wolnego czasu – jest już wręcz przedmiotem kultu!
Propozycja wdaje się być absurdem, jednak ma solidne podwaliny i zamiary prozdrowotne!
Wracając do sedna rzeczy: czemu zatem nam, którzy smak dobrze uwędzonej szynki czują w ustach od dziesiątek lat i przy każdych niemal Świętach – zabrania się hołdować tradycji we własny sposób i skazuje na zakupy w marketach: topionej w chemikaliach, „wędzonej” szynki „Dziadziusia i/lub Babuni”, o zawartości mięsa na poziomie 60%?
Apelujemy do wszystkich, w tym do europejskich parlamentarzystów, do polskiego Sejmu i Senatu, do urzędników, szczególnie do tych, którzy „produkują nowatorskie, prozdrowotne dyrektywy” – o rozsądek i umiar, a także o mądrość i obiektywizm.
Z wyrazami należnego szacunku,
za Zarząd Pomorskiej Izby Rolniczej,
pomorskich rolników i producentów żywności,
Zenon Bistram
Prezes Zarządu
Pomorskiej Izby Rolniczej