Likwidacja NFI. To była największa afera trzeciej RP

Gdyby plan się powiódł, dziś większość z nas byłaby udziałowcami prężnych funduszy inwestycyjnych, które zarządzałyby dobrze prosperującymi zakładami produkcyjnymi. Niestety, plan zawiódł i większość Polaków została ze stuzłotowym banknotem w ręku, a firmy kierujące narodowymi funduszami przynoszącymi straty, zarobiły w sześć lat – 520 mln złotych. Do tego już w 2004 roku jedna czwarta firm prowadzonych przed NFI upadła, a wielu pozostałym groziło bankructwo. Rząd właśnie stworzył ustawę, która ma zamknąć całą sprawę. Szczegóły podaje portal Money.pl

Program Powszechnej Prywatyzacji powstał na początku lat dziewięćdziesiątych. Wprowadzał go rząd Hanny Suchockiej, a jego pomysłodawcą był Janusz Lewandowski. Koncepcja oparta była między innymi na utworzeniu 15 Narodowych Funduszy Prywatyzacyjnych, które miały zarządzać 512 zakładami produkcyjnymi.
Udziałowcami tych funduszy mieli być wszyscy Polacy. Bony, dzięki którym mieliśmy stać się ich współwłaścicielami, dostaliśmy w 1995 roku. Odebrało je 25,9 miliona Polaków. Od tego momentu nasze udziały miały być pomnażane. Zarządzane wolnorynkowymi zasadami fundusze i zakłady miały przynosić dochody i tym samym powiększać wartość bonów. Niestety, tak się nie stało.
Wielka klapa na ogromne sumy
O tym, że program Narodowych Funduszy Inwestycyjnych jest niewypałem, już w 2003 roku, czyli na trzy lata przed jego zamknięciem, alarmowała Najwyższa Izba Kontroli. Jej zdaniem, na NFI zarobiły tylko firmy zarządzające ich majątkiem. Skandalem według kontrolerów było to, że otrzymały one 530 milionów złotych mimo tego, że przez kolejne lata fundusze przynosiły straty.
Rada Ministrów przyjęła też projekt ustawy o likwidacji delegatur terenowych Ministerstwa Skarbu Państwa. Zysk zanotowały one tyko w 1997 roku – zarobiły wtedy prawie 198 milionów złotych. W 1996 zamknęły swoją działalność stratą w wysokości 645,5 miliona złotych.
Najwięcej pieniędzy przepadło w 1999 roku – fundusze straciły 2,07 miliarda złotych. Lata 1995-2003 NFI zamknęły na minusie wynoszącym 3,6 miliarda złotych. Potem, czyli do roku 2006 – kiedy to rządzący zamknęli program – ich bilans się poprawił, zarobki wahały się w granicach od nieco ponad 100 do 505 mln zł.
Prywatyzowali zakłady w kiepskiej kondycji
Wśród winnych kiepskiej sytuacji NFI, Naczelna Izba Kontroli widziała Wiesława Kaczmarka, ministra przekształceń własnościowych w latach 1993-1996. NIK zarzucała mu, że przez jego działania, umowa z firmami zarządzającymi NFI była tak skonstruowana, że otrzymywały one wynagrodzenie mimo tego, że Fundusze nie przynosiły zysków. A jak koncepcję Narodowych Funduszy Inwestycyjnych widzi sam Wiesław Kaczmarek?
Trudno oceniać tę koncepcję, bo nie mamy danych, które pokazywałyby, co stało się z 512 prywatyzowanymi zakładami – mówi Money.pl Kaczmarek. – Krytyka może wynikać z faktu, że w Polsce panuje zła maniera mówienia o prywatyzacji w samych negatywach. Prawda jest taka, że wśród tych przedsiębiorstw duża część była w kiepskiej kondycji finansowej, a do tego samemu programowi Solidarność i AWS zrobili bardzo złą renomę. Dlatego ludzie szybko wyprzedali się z bonów – dodaje.
Według niego, Polacy wyprzedali się z udziałów, bo nie byli też jeszcze gotowi na posiadanie papierów wartościowych. Były minister jest przekonany, że program NFI był i tak lepszy od koncepcji rozdawnictwa w postaci proponowanej na przykład przez Lecha Wałęsę – 100 milionów dla każdego.
Innego zdania jest profesor Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN Ryszard Bugaj, który twierdzi, że ta prywatyzacja nie przyniosła żadnych korzyści społeczeństwu. – Te 26 milionów Polaków, które kupiło bony NFI za około 20 zł, po kilku latach mogła sprzedać go za sumę, która wystarczała na obiad w restauracji. Ludzie zostali oszukani, bo przecież mówiono im, że na tych bonach zbudują poważne oszczędności – kwituje ekonomista.
Przychody ze sprzedaży państwowych firm od początku roku wyniosły 11,7 mld zł – informuje wiceminister skarbu Adam Leszkiewicz. Według niego, wina leży więc po stronie tych, którzy konstruowali ten system. Po prostu nie był on dopasowany do realiów tamtych lat. Nikt, kto był posiadaczem jednego bonu, nie miał szans na zbicie fortuny. Dopiero jeśli ktoś posiadał kilkaset, a nawet kilka tysięcy takich bonów inwestycyjnych mógł odczuć realny zysk.
Tymczasem spora część świadectw – bo około 3 milionów – trafiła do zagranicznych inwestorów. Największym z nich jest Arnhold and S. Bleichroeder, który posiada blisko 5 proc. akcji każdego z funduszy.
Bankructwa najlepszym dowodem klapy
Twórcy Narodowych Funduszy Inwestycyjnych nie mogą się też pochwalić sukcesami w ratowaniu zagrożonych upadkiem przedsiębiorstw. Już w 2004 z ogólnej puli 512 zakładów uczestniczących w NFI, 130 zostało postawionych w stan likwidacji lub upadłości. Te dane dobitnie pokazują fiasko tego programu prywatyzacji.
Gdyby rząd zdecydował się na normalny tryb prywatyzacji, a nie tworzenie funduszy, to nie musiałby dokładać do tego mechanizmu pieniędzy podatników, które łożył na utrzymanie firm zarządzających funduszami – mówi prof. Bugaj.
Ile dokładano z budżetu? Co roku zewnętrzne, najczęściej zagraniczne firmy dostawały 3,2 miliona dolarów i duże dotacje w złotych, których wysokość trudno teraz określić.
Ekonomistka dr Władysława Jastrzębska z Uniwersytetu Rzeszowskiego uważa, że duża część pieniędzy marnowała się na dublowanie personelu, który wykonywał te same obowiązki. Na przykład w Narodowym Funduszy Inwestycyjnym musiał istnieć zarząd oraz prezes tak samo jak w firmie, która danym funduszem zarządzała.
W spółkach parterowych, zarządzanych przez Fundusz, panował marazm, często trzeba było czekać na decyzje odgórne – podejmowane w NFI. Dodatkowo ich funkcjonowanie zakłócały protesty związków zawodowych. W niektórych firmach, tych organizacji było nawet po kilka – podkreśla ekonomistka.
Efektem tego były ogromne straty w aktywach funduszy. W roku 1996 ich łączna wartość netto wynosiła 5,67 miliarda złotych. Zaledwie 4 lata później w roku 2000 okazało się, że wartość ta spadła aż o 47 proc. do 3 miliardów.
Zdaniem profesora Stanisława Gomułki, sytuację funduszy dodatkowo pogarszała sytuacja ekonomiczna w całym kraju. – Był taki okres, że załamała się giełda i przeżywaliśmy głęboką recesję. Dodatkowo na początku oczekiwania wobec tych funduszy były zbyt duże i ceny tych świadectw powędrowały dość wysoko, może nawet zbyt wysoko – przekonuje ekonomista.
NFI miało jednak swoje plusy?
Narodowych Funduszy Inwestycyjnych broni Wiesław Rozłucki, były prezes GPW, który otrzymał propozycje konstruowania Programu Powszechnej Prywatyzacji, ale wybrał budowę warszawskiej giełdy.
To była alternatywa dla 100 milionów dla każdego. Bałem się, że system powszechnej dystrybucji majątku narodowego zostanie zrobiony w jakiś oryginalny sposób, niezgodny z zasadami rynku kapitałowymi – mówi Rozłucki. – Nawet jeśli nie jesteśmy zadowoleni z wymiernych efektów Narodowych Funduszy Inwestycyjnych, to ich zasługą jest fakt, że wprowadziły one do kraju zagraniczne standardy zarządzania, których w zmieniającej się Polsce po prostu nie było – dodaje.
Według niego, przemiana państwowej firmy zarządzanej PRL-owskimi metodami w nowoczesne wolnorynkowe przedsiębiorstwo to zadanie herkulesowe. Dlatego właśnie część z zakładów upadła. Ich dyrektorzy i kierownicy nie potrafili się przestawić na nowe zasady.
Związek NFI z 512 zakładami, które otrzymały na początku w zarządzani stopniowo się rozluźniał. Od 1996 do 2004 roku fundusze sprzedały akcje 485 firm, czyli prawie 95 procent spółek objętych programem.
Rząd sprząta po wielkim programie
Dziś NFI, poza swoją nazwą, nie mają już żadnego związku z funduszami budowanymi w latach dziewięćdziesiątych. Nie ma w nich też udziałów Skarb Państwa. Stały się one spółkami działającymi na zasadach prawa handlowego. Rząd postanowił więc pozbawić je przywilejów. Przygotował i przyjął już ustawę, która ma zlikwidować NFI.
Narodowe Fundusze Inwestycyjne były do tej pory zwolnione między innymi z podatku z tytułu dochodów pochodzących z dywidend .Dlatego NFI znajdują się w niczym nieuzasadnionej i uprzywilejowanej pozycji w stosunku do innych podmiotów, co jest niezgodne z zasadą równego traktowania przedsiębiorców – tłumaczy Money.pl Magdalena Kobos, rzecznik Ministerstwa Skarbu Państwa.
Profesor Bugaj żałuje tylko, że fundusze nie zostały zlikwidowane dużo wcześniej. Było to konieczne, bo NFI nie przynosiły realnych dochodów państwu, a dodatkowo nie odprowadzały do jego kasy podatków na tych samych zasadach, co inne firmy.
Według rządu taki ruch ma przynieść około 4,1 miliona złotych w sektorze finansów publicznych, a z tej kwoty prawie 3,2 miliona powędruje do budżetu państwa – a reszta będzie mogła trafić do jednostek samorządowych. Przewiduje się, że ustawa z 1993 roku przestanie obowiązywać 1 stycznia 2013 i także wtedy zlikwidowane zostaną wszystkie ulgi podatkowe przysługujące funduszom.
Źródło: Money.pl