Łatanie dziury bez reform

Prawie dwukrotny wzrost wpływów z podatku CIT. Ograniczenie dziury w finansach publicznych z prawie 90 do 15 miliardów złotych. Spadek bezrobocia do 8,5 procent. Takie cuda obiecuje rząd w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa 2011-2014.

Analitycy Money.pl jako pierwsi przeanalizowali opublikowany właśnie Wieloletni Plan Finansowy Państwa 2011-2014. Dokument, którego pełną wersję rząd ukrywał przed opinią publiczną przed dwa tygodnie, okazał się zbiorem bardzo optymistycznych prognoz, niepopartych jednak prawie w ogóle konkretnymi rozwiązaniami. Zdaniem Money.pl szanse na realizację zawartych w planie założeń są bardzo niewielkie. Chyba że rząd zdecyduje się na drastyczne podniesienie podatków.
Uwagę najbardziej przykuły prognozy dotyczące wpływów z podatków w latach 2010-2014. Rząd zakłada, że z roku na rok będą one systematycznie rosły: z 222,1 miliarda złotych w 2010 roku do niemal 300 miliardów złotych w 2014 roku. Oznacza to przyrost o ponad jedną trzecią.

Dochody podatkowe państwa (w miliardach złotych)

Podatek

2010

2011

2012

2013

2014

Zmiana od 2010 do 2014

VAT

107,3

119,3

132,5

136,3

137,1

27,8%

Akcyza

55,7

58,7

63,6

65,9

68,4

22,8%

Od gier

1,7

1,7

1,6

1,5

1,5

-11,8%

CIT

21,8

24,8

30,7

36,1

42,2

93,6%

PIT

35,6

38,2

42,2

45,2

48,6

36,5%

SUMA

222,1

242,7

270,6

285

297,8

34,1

Źródło: Money.pl na podstawie Wieloletniego Planu Finansowego Państwa 2011-2014.

Wśród podatków najbardziej widoczny jest skok dochodów z CIT, czyli danin płaconych przez firmy. Rządowa prognoza mówi o wzroście z tego tytułu o ponad 90 procent w 2014 roku wobec 2010 roku.
– Nierealne – mówi krótko w rozmowie z Money.pl prof. Krzysztof Rybiński, były wiceprezes NBP. – Jeżeli rząd nie planuje żadnych zmian podatkowych, o których jeszcze nie wiemy, to zyskowność firm musiałaby rosnąć o około 25 procent rocznie. To bardzo optymistyczne założenie. Tym bardziej, że polskie firmy w okresie kryzysu nie odnotowały znacznego spadku zysków, co dawałoby im teraz niską bazę – zauważa ekonomista.
Podwyżka CIT może być o tyle bezpieczna dla rządu, że jest to podatek płacony najczęściej przez duże przedsiębiorstwa. W związku z tym nie dotknie to bezpośrednio zwykłych obywateli, co w roku wyborczym ma dla rządu bardzo duże znaczenie.
Wzrost dochodów z podatków ma się istotnie przyczynić do spadku deficytu budżetu państwa z ponad 44 miliardów złotych w ubiegłym roku do 28 miliardów złotych w 2014 r. To z kolei ma mieć duży wpływ na ograniczenie deficytu finansów publicznych z 89,4 miliarda złotych w 2010 roku do jedynie 15 miliardów złotych w 2014 roku.
Uwagę zwraca jednak to, że ograniczenie dziury w finansach publicznych ma nastąpić bez nowych reform. W dokumencie jest tylko mowa o już wcześniej zaproponowanych rozwiązaniach. Chodzi na przykład o regułę wydatkową, zamrożenie płac w budżetówce, reformę emerytur pomostowych.
Nie ma za to ani słowa chociażby o reformie KRUS lub o ograniczaniu liczby pracowników w administracji publicznej. Wręcz przeciwnie, autorzy dokumentu uważają, że odsetek urzędników jest jednym z najniższych w Unii Europejskiej. W 2009 roku na dziesięć tysięcy mieszkańców w Polsce przypadało 268 urzędników, podczas gdy unijna średnia wyniosła 313 pracowników.
Plan zakłada natomiast bardzo optymistyczny rozwój sytuacji na rynku pracy. Stopa bezrobocia z roku na rok ma być coraz niższa i na koniec 2014 roku wynieść 8,5 procent. Takiego wyniki nie notowaliśmy co najmniej od 1990 roku.
Jeżeli założenia rządu zawarte w Wieloletnim Planie Finansowym udałoby się spełnić, to ekipa Donalda Tuska już wcale nie musiałaby się spieszyć z koniecznymi reformami. Polsce udałoby się bowiem uniknąć przekroczenia 55-progu ostrożnościowego w relacji długu publicznego do PKB. Dopiero wówczas po jego przekroczeniu rząd jest zobligowany przez UE do radykalnych cięć.
I chociaż założenia rządu są bardzo optymistyczne, to według Money.pl mało realne. Autorzy dokumentu nie wzięli bowiem pod uwagę podstawowych czynników ryzyka, jak chociażby prawdopodobieństwa powrotu spowolnienia gospodarczego w Europie. Do tego trzeba się liczyć ze znacznym spadkiem inwestycji publicznych po 2012 roku (o czym autorzy sami wspominają w dokumencie).
Źródło: Tomasz Bonek, redaktor naczelny Money.pl