Listopadowe posiedzenie Komisji Parlamentu Europejskiego ds. Rolnictwa z udziałem przedstawiciela Komisji Europejskiej było w części poświęcone eksportowi produktów rolnych z Ukrainy. Ze strony członków AGRI padły wobec KE ostre zarzuty.
Nie jest prawdą, jak twierdzą media ukraińskie, że w Brukseli wszyscy popierają bezwarunkowo liberalizację handlu Unii Europejskiej z Ukrainą. Na listopadowym posiedzeniu AGRI wielu członków tej komisji wystosowało wiele zarzutów i oskarżeń wobec obecnego na sali przedstawiciela Komisji Europejskiej Pierre’a Bascou. Posłowie zwracali uwagę na fakt, że rynki rolne we wszystkich państwach członkowskich zostały zdestabilizowane przez niekontrolowany w zasadzie import produktów z Ukrainy.
Z fali krytyki, jaka wylała się na Komisję Europejską wyłamał się z niej tylko przedstawiciel Niemiec Martin Hausling. Przytoczymy tu tylko skrót niektórych wypowiedzi tej trwającej 3 godziny debaty, całość dostępna jest (w tłumaczeniu na polski) pod linkiem podanym na wstępie artykułu.
Rumun Daniel Buda (PPE) powiedział, że rumuńscy rolnicy nie mogą eksportować swojego zboża, bo cała infrastruktura jest przydzielona na eksportu towarów z Ukrainy; są na skraju bankructwa i nie wiedzą, jak mają prowadzić działalność. Także import cukru rodzi problemy, bo fabryki cukru nie są w stanie konkurować z cukrem ukraińskim.
Hiszpanka Clara Aquilera (S&D) zwróciła uwagę na to, że narasta wrogość rolników wobec Ukrainy, i konieczne jest podjęcie jakichś działań. Powiedziała, że często się mówi o ułatwieniach transportu przez Morze Czarne, ale nic się nie robi w tym kierunku. Powiedziała też, że nie można wymagać wysokich standardów fitosanitarnych od rolników w UE, jeśli nie wymaga się ich od produkcji ukraińskiej.
Niemiec Martin Hausling (Verts/ALE) z troską pochylił się nad Ukrainą, mówiąc, że to nie jest w porządku, że Ukraina walczy o przetrwanie, a my rozmawiamy o cenach. 30% dochodów Ukrainy pochodzi z eksportu produktów rolnych, więc nie możemy sięgać po protekcjonizm chroniąc własne rynku. Należy przeczekać te problemy, gdy Ukraina wejdzie do UE, wszystko się ureguluje. Poza tym rolnicy w Polsce, Rumunii i Bułgarii otrzymali dużo pieniędzy.
Czech Ivan Dawid (ID) z ostrą ironią zaproponował, by, skoro, jak mówi wiceminister rolnictwa Ukrainy, na ukraińskie towary jest popyt w UE, Polacy, Rumuni i Bułgarzy po prostu wywiozły te towary do Niemiec i niech Niemcy udowodnią, że sobie z tym poradzą. Zapytał też przedstawiciela KE, czy Komisja ma w ogóle jakiś pomysł na rozwiązanie tych problemów.
Holender Bert-Ian Russen zwrócił uwagę na fakt, że na eksporcie z Ukrainy zarabiają megaprzedsiębiorstwa a nie zwykli ukraińscy rolnicy. Zapytał, czy KE ma pomysł na to, jak ukraińskie produkty mogłyby dotrzeć na swoje docelowe rynki w krajach trzecich.
Czech Martin Hlavacek (Renew Europe) powiedział rzecz oczywistą, a jednak dotychczas nie powiedzianą – że Unia Europejska zobowiązała się do pomocy Ukrainie w eksporcie ich produktów przez terytorium UE a nie do konsumpcji tych produktów na terytorium UE. Że zobowiązała się do pomocy ukraińskim rolnikom, a nie kilku handlowcom z zagranicznym kapitałem. Stwierdził, że przedłużenie liberalizacji handlu po czerwcu 2024 doprowadzi do utraty poparcia rolników w Europie i obrócenia się ich przeciwko Ukrainie.
Francuzka Anna Sander (PE) powiedziała, że również we Francji cukrownie mają problem z ukraińskim eksportem, i niektóry są zamykane, wzrost cen cukru jest bowiem niwelowany wzrostem kosztów produkcji. Powiedziała też ostro, że rozmawiamy o Zielonym Ładzie, wszyscy chcą wszystko redukować, a tymczasem nie pytamy nawet o to, jak oligarchowie produkują cukier. Zaproponowała wprowadzenie limitów importowych, po przekroczeniu których towary byłyby odsyłane do państw trzecich.
Włoch Paolo de Castro (S&D) gorzko zwrócił uwagę na to, że dwa miesiące temu posłowie mówili to samo, a problem jest cały czas i sytuacja jest bliska eksplozji. Nie szanuje się reguł, produkty, które powinny dotrzeć do państw trzecich zostają w Europie, są przedmiotem spekulacji. Tymczasem gwarancja pomocy Ukrainie nie powinna stawiać w trudnej sytuacji rolników europejskich.
Słowaczka Katarina Roth Nevedalova (NI) powiedziała, że pozwolenie KE na to, co się dzieje w krajach buforowych to nie jest to przejaw solidarności z Ukrainą, lecz niszczenia rolnictwa na wschodzie Europy. Na Słowacji uprawiane jest milion hektarów, połowa na wewnętrzną konsumpcję, połowa na eksport, a tymczasem całe to zboże stoi w silosach, bo jest wwóz zboża z Ukrainy. Powiedziała też, że na Słowacji zakazuje się chowu klatkowego, a tymczasem z Ukrainy importuje się drób z takiego właśnie chowu. Co dalej? Co mamy powiedzieć rolnikom? Czy mają zacząć uprawiać awokado? Mamy przyznać im rekompensaty? Mamy zwalczać pośredników, którzy zarabiają krocie na sprzedaży produktów z Ukrainy? Jaka będzie przyszłość?
Niemiec Peter Jahr (PPE) stwierdził, że Unia musi wreszcie zająć się tym, dlaczego Ukraina nie przesyła swoich produktów do Afryki. Należy zadbać o to, żeby to zboże tam dotarło. Czy KE wie, czy w ogóle coś tam dociera? Powstały korytarze solidarnościowe po to, a tak naprawdę otworzyliśmy nasz jednolity rynek; w ten sposób nie zawiera się przyjaźni. Zapytał też, czy Komisja Europejska ma jakieś informacje o tym, czy na eksporcie zyskują rolnicy ukraińscy, czy jest prawdą, że pieniądze z eksportu trafiają na konta w bankach szwajcarskich.
Francuz Gilles Lebreton (ID) powiedział ostro, że solidarność z Ukrainą nie może być kontynuowana za cenę zniszczenia naszego rolnictwa. Rolnicy już protestują we Francji, ponieważ import spowodował natychmiastowy spadek cen; do Francji zaimportowano w ub. roku ponad 100 tys. ton kukurydzy, większość z Ukrainy. Gniew rolników wzbudza też import mięsa drobiowego – 74 tys. ton. Tymczasem jest to drób z firmy MHP należącej do Jurija Kosiuka, który lata swoim własnym airbusem. Trzeba znaleźć inne sposoby okazywania solidarności, bo w przeciwnym wypadku dojdzie do eksplozji społecznej.











