Koalicji nie zerwą. 2300 stołków dla PSL

PSL czerpie olbrzymie profity z tytułu współrządzenia u boku Platformy Obywatelskiej – idą w dziesiątki milionów złotych rocznie. To pieniądze płynące z budżetu państwa z tytułu subwencji, parlamentarnych pensji oraz diet. Znacznie większe znaczenie ma jednak to, że partia Waldemara Pawlaka obsadziła tysiące stanowisk w spółkach skarbu państwa, agencjach oraz w urzędach. – Ludowcy mają za wiele do stracenia, by zrywać koalicję – mówią zgodnie politycy opozycji. A do tego PSL ma jeszcze ogromny dług…

W tym tygodniu ma dojść do porozumienia w sprawie podniesienia wieku emerytalnego. Na razie stanęło na tym, że premier Donald Tusk uparł się, by zarówno kobiety, jak i mężczyźni pracowali do 67. roku życia. Wicepremier Waldemar Pawlak chce natomiast obniżać wiek emerytalny kobietom – o trzy lata za każde dziecko (ale nie więcej niż o dziewięć lat) lub dopisywać do kapitału emerytalnego kobiet 10 procent składek zgromadzonych na ich koncie w momencie przejścia na emeryturę.
Ludowcy zaproponowali też inny wariant reformy – podwyższenie wieku emerytalnego o dwa lata do 2020 roku i odłożenie w czasie decyzji w sprawie dalszych zmian. Platforma zaczęła więc ich straszyć wcześniejszymi wyborami. Z naszych szacunków wynika, że Waldemar Pawlak ma zbyt wiele powodów, by nie pójść va bank.
Szkoda pieniędzy z kasy państwa
Partie zasiadające w parlamencie utrzymują się oficjalnie z budżetowych subwencji oraz ze składek płaconych przez członków. Do tego dochodzą wcale nie małe wynagrodzenia posłów i senatorów. Ponowne wybory to dla wszystkich partii realna groźba utraty przynajmniej jakiejś części tych pieniędzy.

Źródło: Money.pl, PKW, *Solidarna Polska powstała z rozłamu w PiS, już po wyborach.

PO, PSL, SLD i PiS, a także Solidarna Polska, która odłączyła się z ugrupowania Jarosława Kaczyńskiego dostaną w tym roku blisko 54,5 mln złotych. To suma subwencji dla wszystkich partii, które weszły do Sejmu i Senatu, za zdobyte poparcie w październiku 2011 roku.
Najwięcej w tym roku dostanie Platforma – ponad 17,7 mln złotych. Najmniej Sojusz Lewicy Demokratycznej – niewiele ponad 6,3 mln złotych.

Źródło: PKW

Subwencje to jednak mniejsza część budżetowych pieniędzy, które do partyjnych kieszeni płyną z kasy państwa. Wszyscy politycy zasiadający w ławach sejmowych i parlamentarnych dostają co miesiąc sute pensje, diety oraz pieniądze na prowadzenie biura. Poseł i senator miesięcznie dostaje 9 892 złotych brutto (pensji nie dostają tylko ci, którzy nie zrezygnują z pracy, którą wykonywali przed dostaniem się do parlamentu). Po drugie każdy poseł, także minister czy premier, otrzymuje co miesiąc parlamentarną dietę. Wynosi ona dokładnie 2473 złote.
Parlamentarzyści otrzymują też co miesiąc 11 650 złotych na prowadzenie biura. Mogą te pieniądze przeznaczać na jego wyposażenie, opłaty i wynagrodzenie dla pracowników, a także na paliwo.
W sumie każdy parlamentarzysta, który nie zrezygnował z dochodów przedparlamentarnych, dostaje miesięcznie 24 tysiące złotych. Biorąc pod uwagę, że ludowcy mają w sumie 30 mandatów, co miesiąc mogą pobierać z kasy Sejmu i Senatu 720 tys. złotych. Rocznie daje to kwotę przekraczającą 8,46 mln złotych. Z racji większej liczby zdobytych mandatów, więcej od parlamentarzystów PSL inkasują politycy PO, PiS i Ruchu Palikota. W tym roku kasy Sejmu i Senatu mogą więc wypłacić naszym wybrańcom nawet 160 mln złotych.

Trzeba wspomnieć, że z pieniędzy kas Sejmu i Senatu korzystają nie tylko parlamentarzyści. Praktycznie wszyscy politycy dzielą się nimi ze swoimi partiami. Procent od poselskich pensji i diet waha się od 7 do ponad 20 procent.
Ze składek mniej niż od państwa
Jeżeli chodzi o składki, to spośród wszystkich partii najwięcej zbiera PSL. Nie wynika to jednak z ich wysokości, ale z liczby członków partii. Ludowcy mają ich więcej niż polska armia liczy żołnierzy. W ubiegłym roku partia pochwaliła się liczbą 128 tysięcy działaczy. Biorąc pod uwagę, że średnia roczna składka to 30 złotych, do partyjnej kasy powinno wpłynąć ponad 3,8 mln złotych.
Jeżeli chodzi o wpływy od partyjnych działaczy, na drugim miejscu jest SLD. Miesięczna składka to u nich 5 złotych miesięcznie. Dla emerytów i studentów przewidziane są zniżki. Około 58,5 tysiąca działaczy Sojuszu powinno wpłacać rocznie do partyjnej kasy, około 3,5 mln złotych.
Ponad 50 tysięcy członków Platformy płaci rocznie do partyjnej kasy około 3 mln złotych. Najmniej zbiera Prawo i Sprawiedliwość. Partia Jarosława Kaczyńskiego liczy około 22 tysiące członków. Biorąc pod uwagę, że rocznie każdy z nich powinien wpłacać do partyjnej kasy 60 złotych, to zebrana kwota powinna przekraczać 1,3 mln złotych.
Jeżeli chodzi o Solidarną Polskę, to partia ma dopiero za sobą kongres założycielski. Regularne składki od działaczy partii Zbigniewa Ziobry, dopiero zaczną płynąć. Jako, że partia nie startowała w wyborach, a jej posłowie to rozłamowcy z PiS, nie należą im się budżetowe subwencje.
Cztery dni temu poprosiliśmy skarbnika PSL, posła Józefa Szczepańczyka o informacje na temat majątku, źródeł finansowania oraz stanowisk obsadzonych przez ich działaczy lub związanych z ludowcami. – Postaram się odpowiedzieć na wasze pytania, proszę dać mi trochę czasu – powiedział poseł. Niestety do momentu publikacji tekstu nie doczekaliśmy się odpowiedzi.
Mimo podobnych obietnic, jakie usłyszeliśmy w warszawskiej siedzibie Platformy Obywatelskiej, również nie doczekaliśmy się informacji na ten temat. Koalicjanci nabrali wody w usta, za to chętnie o dzieleniu profitów przez dwie partie rządzące między siebie, opowiadają politycy opozycji.
Prawdziwe bonusy w spółkach i agencjach
Spór o wiek emerytalny to tylko tło prawdziwego konfliktu między ludowcami i platformersami – mówi Money.pl Dariusz Joński, rzecznik prasowy klubu parlamentarnego SLD. – Tak naprawdę między nimi idzie o sprawy kadrowe. Donald Tusk musiał nadepnąć na odcisk Waldemarowi Pawlakowi. Przypuszczalnie chodzi o powołanie na stanowisko szefa Agencji Nieruchomości Rolnych człowieka Marka Sawickiego. Nie jest przecież tajemnicą, że największym konkurentem Pawlaka wewnątrz PSL jest właśnie minister rolnictwa – tłumaczy poseł SLD.
Czy tak jest, zapytaliśmy Sławomira Neumanna, posła Platformy Obywatelskiej, wiceprzewodniczącego sejmowej Komisji Finansów Publicznych. – Nie sądzę, żeby stanowiska w spółkach czy agencjach miały kluczowe znaczenie, jeśli idzie o dalszy udział PSL w koalicji rządowej. Zresztą w czasie negocjacji, które do niej doprowadziły, nie było żadnych problemów z tym związanych. Rozmowy były spokojne i partnerskie – mówi polityk PO.
Na pewno jest o czym mówić. Platformersi i Ludowcy kontrolują wspólnie ponad 560 spółek skarbu państwa, przedsiębiorstw państwowych, agencji oraz państwowych jednostek budżetowych. W sumie we wszystkich tych instytucjach pracuje ponad 200 tysięcy ludzi. Z danych Ministerstwa Skarbu Państwa wynika, że tylko w zarządach i radach nadzorczych rządzący mają do dyspozycji 7 600 stołków.
Wśród spółek są największe tuzy z warszawskiego parkietu, takie jak PKN Orlen, PZU, KGHM czy PGNiG. W zarządach i radach nadzorczych spółek z WIG20, kontrolowanych przez państwo, koalicjanci podzielili między siebie ponad 120 foteli. Pensje wahają się w nich od kilkudziesięciu tysięcy do ponad 2 mln złotych rocznie. Na przykład Andrzej Klesyk, prezes zarządu PZU w ubiegłym roku zarobił ponad 2,148 mln złotych.
Ludzie PSL dominują przede wszystkim w spółkach i agencjach związanych z rolnictwem i z energetyką – mówi Money.pl Marek Suski, poseł PiS z sejmowej Komisji Skarbu Państwa. – W ramach koalicji PSL ma dostęp do około 30 procent stanowisk. O samej elicie PSL mogę powiedzieć, że dzięki temu dosyć wygodnie sobie żyje. To wszystko jest jeden biznes partyjno-rodzinny. Gdyby PSL wyszedł z koalicji, to mógłby się rozpaść, bo działacze, którzy mają do stracenia najbardziej intratne stanowiska, mogliby uciec do Platformy – mówi Suski.
Wśród agencji i i innych jednostek zależnych od rządzącej koalicji są takie molochy jak KRUS, ZUS, Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, NFZ oraz różnego rodzaju agencje jak na przykład Agencja Mienia Wojskowego, Agencja Nieruchomości Rolnych, Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa i Agencja Rynku Rolnego. Te ostatnie – rolne – są obsadzone przez działaczy PSL lub ludzi z nimi związanymi. Średnie zarobki w tych instytucjach o ponad pół tysiąca złotych przewyższa średnią krajową i sięga 4 tysięcy złotych brutto.
W takich instytucjach, jak Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji rolnictwa czy Agencja Nieruchomości Rolnych, PSL jest po prostu monopolistą – mówi Money.pl Przemysław Wipler, poseł PiS z sejmowej Komisji Finansów Publicznych. – Minister Bury jest odpowiedzialny za spółki elektroenergetyczne i paliwowe. I trzeba przyznać, że bardzo dba o to, by były kojarzone z PSL. Wystarczy wymienić tu PGE, PGNiG czy PERN – dodaje.
Zdaniem Wiplera PSL ma też bardzo silną pozycję w branży węgla kamiennego. – Jaskrawym przykładem jest tu sytuacja z ubiegłego roku, kiedy to na stanowisko szefowej Kompanii Węglowej Waldemar Pawlak powołał swoją zastępczynię z Ministerstwa Gospodarki – mówi poseł PiS.
Według niego, gdy policzyć osoby, którym jednoznacznie można przypisać polityczne konotacje, to można powiedzieć, że PSL dostaje około 30 proc. stanowisk. Biorąc pod uwagę liczbę stołków we wszystkich firmach i instytucjach kontrolowanych przez rząd, PSL obsadził swoimi ludźmi blisko 2 300 stołków.
Poseł Wipler zwraca uwagę na jeszcze jeden ważny aspekt. – Spółki i agencje kontrolowane przez koalicję są też oplecione przez różnego rodzaju kancelarie prawne, firmy doradcze i PR-owskie, które obsługują je tylko dlatego, że mają powiązania z politykami – twierdzi.
Setki tysięcy stołków w administracji i samorządach
Do konfitur w postaci stanowisk w spółkach, przedsiębiorstwach i rządowych agencjach trzeba dodać stanowiska w administracji państwowej i samorządowej. To gigantyczna armia.
Dla PSL obsada stanowisk jest kluczowa. Ta partia opiera się tylko i wyłącznie na zarządzaniu sprawami kadrowymi – mówi Dariusz Joński z SLD. – Zresztą to, co jest w Warszawie, to tylko wierzchołek góry lodowej. Przecież PSL wchodzi też w koalicje w sejmikach wielu województw – mówi Joński.
Według Głównego Urzędu Statystycznego w minionym roku w urzędach wojewódzkich, ministerstwach, służbie cywilnej oraz samorządach pracowało blisko 440 tys. ludzi. Samych resortów jest teraz 18. Trzy – rolnictwa, pracy i gospodarki kontrolują ludzie Waldemara Pawlaka. Reszta to domena Platformy.
Do ministerstw dochodzi 16 rozbudowanych urzędów wojewódzkich, oczywiście kontrolowanych przez ludowców i PO. Pracuje tam ponad 10 tysięcy osób, zarabiając miesięcznie, średnio 4 tysiące złotych brutto.
PO i PSL współrządzą też we wszystkich 16-tu sejmikach samorządowych, przez co decydują o obsadzaniu kontrolowanych przez nie stanowisk oraz decydują o wydawaniu wielomiliardowych kwot. W samorządach pracuje blisko 256 tys. urzędników. Zarabiają średnio 3,6 tys. złotych brutto. Na największe profity w urzędniczej armii mogą liczyć pracownicy ministerstw. Średnio zarabiają blisko 7 tysięcy złotych i jest ponad 15 tysięcy.
Rostowski trzyma nóż na szyi Pawlaka
Za tym, że PSL nie zerwie koalicji przemawia też jeszcze jeden ważny argument. Partia Waldemara Pawlaka od 11 lat ma dług wobec Skarbu Państwa – 21 milionów złotych.
Jego historia ciągnie się od kampanii wyborczej z 2001 roku. Polskie Stronnictwo Ludowe złamało wtedy przepisy. Ludowcy sfinansowali swoje plakaty i reklamówki nie z tych źródeł, co powinni. W związku z tym, Państwowa Komisja Wyborcza kazała im zwrócić dotację z budżetu. PSL poprosił o rozłożenie kredytu na raty. Wcześniej na umorzenie długu ludowców nie zgodził się minister finansów Jacek Rostowski. PSL się odwołał i wciąż czeka na łaskę koalicjanta, a odsetki cały czas rosną.
Decyzja znów może być odmowna i ludowców nie ominie spłata długu. Szef resortu finansów może także przesunąć termin podjęcia decyzji. Z końcem marca mija termin spłaty pierwszej raty zadłużenia czyli ponad 470 tysięcy złotych. Podobne raty ludowcy będą mieli do spłacenia co trzy miesiące przez najbliższe pięć lat. W sumie dług partii przekracza o blisko 4 mln złotych sumę jaką partia i jej politycy dostają rocznie z tytułu subwencji, pensji parlamentarnych diet i dodatków.
Nieoficjalnie w Sejmie mówi się, że decyzja Rostowskiego może zakończyć spór w koalicji o podniesienie wieku emerytalnego. Ze słów jednej i drugiej strony wynika, że sprawa rozstrzygnie się w tym tygodniu.
Źródło: Money.pl