Kartka z podróży po kurdyjskiej wsi

0
198

Każdy z nas zna bajkę ,,O rybaku i złotej rybce” i wie, jak się skończyła. Przypomniała mi się ona i morał jaki z niej wynikał, kiedy podróżowałem po Kurdystanie, a szczególnie po wsiach znajdujących się w prowincji Irbil.

Ten ,,wybuchowy’’ kraj położony na roponośnych złożach mnie nie zachwycił, a widok kurdyjskich wsi raczej zasmucił bowiem choć dziś mamy XXI wiek to tam czas w wielu wypadkach zatrzymał się na etapie trójpolówki i ręcznego zbioru zbóż czy ziemniaków. Szczególnie, że badania archeologiczne wskazują, że rolnictwo zostało ,,wynalezione” właśnie w tym regionie.

Wprawdzie członkowie bogatych kurdyjskich rodzin w swoich gospodarstwach posiadają nowoczesny sprzęt do produkcji rolnej, ale nikt go nie używa, bo nie potrafi obsługiwać. Częściej można tam spotkać człowieka z karabinem niż obsługującego kombajn.

Kurdowie cały czas walczą o swoja autonomię, ale zapominają przy tym o rozwoju gospodarczym swojej małej ojczyzny. Być może, tak jak żona ubogiego rybaka z bajki nie potrafią się cieszyć tym co już mają i zamiast dożyć do polepszenia bytu wszystkich mieszkańców troszczą się tylko o lepszy status rządzących rodów. Dziś łatwiej przychodzi im nauka strzelania niż gospodarzenie nowoczesnymi metodami w polu i zagrodzie.

Dlatego nadal bardzo długa droga przed nimi w osiągnięciu samowystarczalności pod względem produktów rolnych. Jednak nie jest to niemożliwe, ponieważ w okolicach Irbilu znajdują się znaczne obszary o urodzajnych glebach przeznaczonych pod uprawę, duże zasoby siły roboczej oraz obfite źródła wody. Tylko trzeba sprawić, aby w kraju tym było więcej rolników niż żołnierzy, a także więcej traktorów niż czołgów. Oznacza to przede wszystkim pracę od podstaw, a nie oczekiwanie na dar od złotej rybki.

Tekst i zdjęcia: Jakub Szela