“Dobre cele Zielonego Ładu trzeba popierać”. Wywiad z Krzysztofem Jurgielem

Europoseł Krzysztof Jurgiel, fot. wrp

Przedstawiamy wywiad z Krzysztofem Jurgielem, byłym ministrem rolnictwa, a obecnie posłem do Parlamentu Europejskiego na temat Zielonego Ładu, obaw z nim związanych, a także o… zakazie sprzedaży mięsa.

Zatrzymanie niekorzystnych zmian klimatycznych, oszczędne, zrównoważone gospodarowanie zasobami natury, takie cele leżą u podstaw Europejskiego Zielonego Ładu. Jakich dziedzin dotyczy transformacja europejskiej gospodarki?

Nie ma właściwie wyjątków, obejmie każdą gałąź produkcji, najważniejsze branże wytwórczości i usług. Jednakże główne pola działań skierowane są na czystą energię, zrównoważony przemysł oraz transport. Niezwykle ważne zadania i wyzwania czekają rolnictwo, które zostanie poddane przekształceniom bez precedensu w najnowszej historii. Koszty zmian będą ogromne, a skutki ekonomiczne i społeczne niełatwe do określenia.

 Europejski Zielony Ład nie powinien budzić jakichś poważnych zastrzeżeń, bo przecież produkcja zdrowej żywności w sposób przyjazny dla środowiska i klimatu jest powszechnie akceptowana, konsumenci takiej żywności potrzebują.

Pełna zgoda, jestem przekonany, że dobre cele Europejskiego Zielonego Ładu trzeba popierać. Stworzenie mocnego i odpornego systemu zrównoważonej produkcji żywności, dostępnej cenowo dla każdego, a przy tym wzmocnienie pozycji negocjacyjnej rolników w łańcuchu żywnościowym tak, aby uzyskiwali wyższe i sprawiedliwe marże, uważam za rzecz niezbędną. Ustabilizowanie dochodów, poprawa rentowności gospodarstw spełnia, generalnie, oczekiwania producentów żywności. Założenia na poziomie dużej ogólności są słuszne i szlachetne. Takie stanowisko zajmowałem w Parlamencie Europejskim, zwłaszcza na posiedzeniach Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Czego dotyczyć będzie, jeśli chodzi o rolnictwo, Zielony Ład?

Zielony Ład w odniesieniu do rolnictwa zawiera szereg zobowiązań zapisanych w dwóch strategiach: „od pola do stołu” oraz dotyczącej bioróżnorodności, których nie mogę przyjmować ze spokojem, nie reagować na nie, z uwagi na liczne niebezpieczeństwa. Na pułapki zastawione chyba po to, aby rolnictwo europejskie utraciło konkurencyjność, wzrosły ceny żywności w sklepach, a bezpieczeństwo żywnościowe stanęło pod znakiem zapytania.  Rolnictwo polskie na tych eksperymentach może dużo stracić. I to nieodwracalnie. W Parlamencie Europejskim przestrzegam, bronię naszego rolnictwa przed ryzykownymi zmianami.

O jakie zmiany tutaj chodzi?

Forsowane przez Komisję Europejską oraz Parlament Europejskie zmiany, w mojej ocenie, osłabią potencjał produkcyjny rolnictwa unijnego. Ograniczenie do 2030 r. o 50% zużycia środków ochrony roślin, obniżenie poziomu nawożenia łącznie z nawozami organicznymi o 20%, następnie, obowiązkowe przeznaczenie 25% powierzchni gruntów na uprawy ekologiczne – traktuję jako nieuzasadnione, zbyt radykalne, aby udało się to osiągnąć w tak krótkim czasie. Do tego trzeba uwzględnić zmniejszenie o połowę użycia antybiotyków w hodowli oraz rosnące wymagania dotyczące dobrostanu zwierząt. Rolnicy muszą też zadbać o bioróżnorodność na swoich polach, trzeba więc ograniczać monokultury, urozmaicać roślinność, wprowadzać regularny płodozmian oraz sadzić drzewa. Komisja Europejska zaproponowała posadzenie 2 mld drzew, potem zwiększyła plany do 3 mld.

Jakich skutków wprowadzenia Zielonego Ładu obawiają się polscy rolnicy?

Najbardziej niepokoją ograniczenia zużycia środków ochrony roślin i nawozów. Zdaniem wielu ekspertów, zmniejszenie chemizacji ochrony roślin doprowadzi do obniżenia plonowania od 16 do 50% dla różnych upraw, pogorszy się także jakość produktów roślinnych – od 12 do 50%. W produkcji buraków cukrowych i ziemniaków spadek plonów może być bardzo drastyczny – nawet do 70%. Kiepskie prognozy dotyczą rzepaku, kukurydzy i pszenicy.  Eksperci ostrzegają, że w wypadku pszenicy jakość ziarna obniży się o 70%, rozwiną się ponadto mykotoksyny wytwarzane przez niektóre grzyby, ze szkodą dla zdrowa konsumentów.

Czy zatem w sytuacji, kiedy trzeba ograniczać chemizację znajdą się inne środki oraz metody ochrony roślin?

Pomimo dużego postępu nauki z różnych dyscyplin współpracujących z rolnictwem, efekty nie są wystarczające, ani zadowalające. Przemysł ze względu na olbrzymie koszty wprowadzania nowych substancji czynnych, wdrażania innowacji, nie jest zbyt skory do podejmowania produkcji. Przeważnie działają one krótko, bo takie są wymogi, rolnicy muszą zatem powtarzać zabiegi. A koszty rosną i przeważają uzyskane efekty. Krótkotrwałe środki skutkują jeszcze czymś gorszym – patogeny, szkodniki i chwasty uodporniają się na ich działanie.  Biologiczne metody zwalczania agrofagów to wciąż pieśń przyszłości, zbyt kosztowne, by można je było stosować na dużą skalę.

Warto wiedzieć, że w Polsce zużycie substancji czynnych jest o wiele mniejsze, niż w rolnictwie zachodnioeuropejskim. Rekordy biją rolnicy holenderscy, którzy stosują na 1 ha aż 10 kg substancji czynnych w środkach ochrony roślin. Średnia unijna wynosi 3,5 kg/ha, a w Polsce tylko 2,5 kg/ha. Uważam, że te kraje, które zbyt dużo stosują chemii powinny mieć poważniejsze, jednakże rozsądne ograniczenia. Nie dotyczy to naszych rolników. Na razie brakuje rozporządzeń UE, jakie restrykcje powinny być wdrożone w każdym państwie unijnym.

Według ekspertów Komisji Europejskiej za 18% emisji gazów cieplarnianych odpowiada sektor produkcji mięsa. W Parlamencie Europejskim jest grupa posłów, którzy lobbują za wprowadzeniem zakazu sprzedaży mięsa. Czy takie przepisy mogą być wprowadzone na terenie UE?

Uważam za niedorzeczne i bardzo niebezpieczne podejmowanie kroków w kierunku ograniczania produkcji mięsa. Całkowity zakaz jest niewyobrażalną bzdurą, czego domagać się jedynie może europosłanka Sylwia Spurek oraz jej towarzysze ze skrajnie lewicowej grupy politycznej Zielonych w Parlamencie Europejskim. Domagała się ona wprowadzenia „podatku mięsnego”, inaczej mówiąc – zwyżki cen mięsa, które stanie się wtedy towarem luksusowym, dla ludzi zamożniejszych. Holandia usiłuje drastycznie zmniejszyć chów zwierząt, czy jednak wyjdzie na tym dobrze? Wątpię, nasilają się z tego powodu protesty rolników. Bardziej wskazane jest rozważne podejście, bez ideologicznego zacietrzewienia. Istnieją przecież sposoby zmniejszenia emisji dwutlenku węgla i tlenku metanu w hodowli, są odpowiednie technologie.

Dziękuję za rozmowę

Dorota Kwiatkowska

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności