Jak uzdrowić rynek wieprzowiny w Polsce?

0
406

Jak już informowaliśmy w lutym powstała Komisja Cenowa. Podaje ona, co tydzień w piątek najniższą i najwyższą średnią cenę w skupie tuczników klasy E. To pierwszy, zapowiadany krok do poprawy sytuacji na rynku trzody chlewnej. Na temat Komisji, ale także kolejnych propozycji zmian, które pozwolą ustabilizować w przyszłości rynek trzody, rozmawiamy z Tadeuszem Blicharskim (na zjęciu), dyrektorem biura Polskiego Związku Hodowców i Producentów Trzody Chlewnej Polsus”.”

red.: Powstała długo oczekiwana Komisja Cenowa. Czy może Pan przybliżyć jej zadania?
– Komisja powołana została w wyniku porozumienia czterech stron, czyli Krajowej Rady Izb Rolniczych, PZHiPTCH Polsus”, Izby Gospodarczej Polskie Mięso oraz Stowarzyszenia Rzeźników i Wędliniarzy RP. Nie jest to organ związany z ministerstwem rolnictwa. Jest to niezależna, branżowa Komisja. Moim zdaniem jest to rozsądny kierunek. Pierwsze rezultaty pracy Komisji były widoczne w lutym. Podajemy ceny, które pochodzące od 13 największych zakładów mięsnych w Polsce. Są to zakłady bardzo duże i ich ceny mają wpływ na rynek. Informacje od tych zakładów są reprezentatywne. Ponadto bierzemy również informacje z rynku krajowego, obrotu półtuszami z giełdy towarowej, czyli jakie są tendencję na styku między zakładem mięsnym a konsumentem.

red.: Jaki wpływ, Pana zdaniem, będzie miała Komisja Cenowa na rynek trzody chlewnej?
– W tej chwili mamy konstatowanie ceny, jaka funkcjonowała na rynku do każdego czwartku. W przyszłości chcemy również podawać prognozy. Niektóre zakłady mięsne są gotowe do tego, żeby przewidywać cenę z tygodniowym wyprzedzeniem. Do prognozowania cen są nam niezbędne również informacje z Komisji Europejskiej, które również będziemy brali pod uwagę. Na razie Komisja Cenowa, ma dać rzeczywisty obraz rynku dla potencjalnych kontrahentów. Mamy propozycję by w nowych umowach kontraktacyjnych zawrzeć zapis, że strony podpisujące umowę kontraktacyjną deklarują się korzystać z cen publikowanych przez Komisję Cenową. Polskie Mięso i Stowarzyszenie Wędliniarzy nie chcą zaakceptować takiego zapisu. Uważają, że strony tylko mogą korzystać z informacji podawanych przez Komisję. Deklaracji składać nie muszą. Mamy, więc już na starcie poważny impas.

red.: Co jeszcze należałoby zrobić, by poprawić sytuację na rynku wieprzowiny?
– To, co powiem jest może okrutne, ale nasz rynek trzody jest duży, ważny, ale bardzo zaniedbany i staroświecki. Nie jest dostatecznie zmodernizowany. Bardzo mocno nalegaliśmy by uruchomić program zwalczania choroby Aujeszkyego na terenie całego kraju. To jest klucz do sukcesu i jedyna metoda, by coś na trwałe zmienić na rynku. Po każdym skupie zakład musi pozbyć się przecież swojego towaru, tutaj cudów nie ma. Pocieszający jest fakt, że dr Janusz Związek, zastępca głównego lekarza weterynarii przygotował kosztorys i program na cały kraj. Projekt ten miał być złożony na najbliższym posiedzeniu rządu.

red.: Ale choroba ta jest przecież rzadko spotykana i nieszkodliwa dla ludzi. Czy faktycznie cała Europa jest od niej wolna i czy wprowadzanie takiego programu jest niezbędne?
– Tak. Praktycznie cała Europa wykazuje statut wolny on choroby Aujeszkyego. Faktem jest jednak, że choroba ta prawie nie występuje. Pojawiła się kilkanaście lat temu w warunkach intensywnego chowu fermowego. Wtedy robiła jakieś straty, stad UE zajęła się to sprawą. W Polsce, chów fermowy istniał w ograniczonym zakresie, więc i ta choroba prawie nie występowała. Oczywiście tak jest do dziś. Nie odnotowuje się rozwijania tej choroby na terenie naszego kraju. Na potwierdzenie dwa fakty. Tam gdzie rozpoczęto program pilotażowy, uwolnienia woj. Lubuskiego od choroby Aujeszkyego, prawie nie było przypadków jej występowania. Ponadto, my jako “Polsus”, prowadzimy własny program certyfikacji stad zarodowych i również nie znaleźliśmy ani jednego przypadku zakażenie tą choroba. Ale trzeba Komisji Europejskiej udowodnić, że jej nie ma. Jest to nieodzowne.

red.: Mówi się jednak, że koszty takiego programu są ogromne, i będzie ciężko je udźwignąć.
– Koszty są doprzełknięcia”” w porównaniu do kosztów pseudointerwencji skupowania półtusz. Z tego, co wiem ma to kosztować nieco powyżej 200 mln zł na rok. Proszę jednak zwrócić uwagę na ważny fakt. W 2003 roku, kiedy był uruchomiony ostatni oficjalny skup interwencyjny żywca dla Agencji, wydano na to 700 mln złotych nie licząc kosztów administracyjnych. To oczywiście trzeba było sprzedać. Część trafiła na rynek krajowy część za granicę.

red.: Jaki Pana zdaniem wpływ na rynek ma skup rezerw materiałowych, prowadzony przez rząd obecnie?
– Trzeba podkreślić, że to nie jest skup żywca, jak się ogólnie mówi. To jest skup ewentualnie elementów. Nigdzie nie jest napisane, od których rolników zakłady mają skupić ten towar. To jest zakup od zakładów mięsnych. Skąd zakład to skupi, czy od Pana Kowalskiego czy nie, to już nikogo nie interesuje. Trudno, więc spodziewać się, żeby państwowy skup coś zmienił. Ponadto, żeby ten skup miał sens, to niezbędny jest przyzwoity towar, który ma się później sprzedać. Tymczasem to, co zalega i psuje cenę, (świńska górka przyp. Red.) to są świnie o niskiej jakości, w małych partiach towaru i niewyrównanej masie. Taki towar nie przedstawia wielkiej jakości rynkowej dla nikogo. Im bardziej nowoczesny jest rynek i zintegrowany z europejskim tym jego wartość jest deprecjonowana.

red.: Wielu specjalistów uważa, że nie było żadnej świńskiej górki – była ona wymysłem zakładów chcących obniżyć ceny podchwyconym przez media?
– Świńska górka była i jest, ale dotyczy tych najmniejszych gospodarstw, które oferują towar o niskiej jakości. Jeżeli Pan jest przyzwoitym dużym producentem i ogłasza, że ma na sprzedaż 200 tuczników klasy E, to za chwile pojawi się kolejka chętnych do dokonania takowej transakcji. Nie zapominajmy, że ceny spadły również w całej UE, więc w każdej chwili można było skupić surowiec tańszy i tą cenę też dołować.

Rozmawiał: Marcin Simiński wrp.pl
Zdjęcie: dzięki uprzejmości “Polsus”

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności