Strategiczny Dialog nt. przyszłości rolnictwa w UE to brednie – nie będę gryzł się w język, mówiąc o tym. To efekt działań lobby antyhodowlanego. Zamiast finansować odchodzenie od produkcji mięsa, należy finansować zrównoważoną produkcję mięsa – jako branża proponujemy nowy ekoschemat „Płatność za redukcję emisji gazów cieplarnianych (GHG) w wysokiej jakości produkcji zwierzęcej” Jesteśmy do tego gotowi – mówi Jacek Zarzecki, były prezes PZHiPBM, członek Zarządu PPZW.
Panie Jacku, zrezygnował Pan z przewodniczenia Polskiego Związku Hodowców i Producentów Bydła Mięsnego. Dlaczego?
Byłem prezesem Związku prawie 8 lat i myślę, że przychodzi zawsze taki czas, że potrzebne jest nowe, świeże spojrzenie. Myślę, że przez ten czas wiele rzeczy udało się zrobić. Gdy zostawałem prezesem nikt nie myślał o ekoschematach czy dopłatach do buhaja. Dzisiaj rolnicy mają zabezpieczone potężne środki w ramach KPS na dobrostan krów mamek i opasów. Jest to prawie 1,2 mld złotych. Jeżeli do tego dodamy drugie tyle na inwestycje w dobrostan, które ruszą w przyszłym roku, gdzie hodowcy będą mogli uzyskać wsparcie do 150 tysięcy złotych, to wydaje się, że można mówić o sukcesie. Bardzo się cieszę, że ruszyło wsparcie do zakupów buhajów hodowlanych, o które walczyliśmy ponad 5 lat. Oczywiście nie ustrzegłem się błędów, ale sądzę, że bilans mojego funkcjonowania jest pozytywny dla hodowców.
Obecnie jest Pan członkiem Zarządu Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny. Co to za organizacja, jakie ma cele? Mógłby Pan wyjaśnić termin “zrównoważona wołowina”?
Polska Platforma Zrównoważonej Wołowiny jest wynikiem prac nad strategią sektora wołowiny z 2018 roku. Doszliśmy do wniosku, że zrównoważony rozwój sektora wołowiny leży w interesie wszystkich uczestników łańcucha dostaw, a także może przyczynić się do zwiększenia konkurencyjności polskiej wołowiny na rynku europejskim i globalnym. Pomysłodawcą był Jerzy Wierzbicki, który przekonał nas, że za kilka lat słowo „zrównoważona produkcja” będzie kierunkiem, w jakim będzie podążało współczesne rolnictwo. Nie mylił się.
Zrównoważona produkcja opiera się na kilku filarach, którymi są: dobrostan zwierząt, ochrona klimatu oraz środowiska naturalnego a także (a może przede wszystkim) równowaga ekonomiczna. Polska Platforma Zrównoważonej Wołowiny jest członkiem Europejskiego Okrągłego Stołu Zrównoważonej Wołowiny (ERBS). My już dzisiaj realizujemy część praktyk zrównoważonej produkcji poprzez ekoschemat “Dobrostan zwierząt” czy uczestnictwo w systemach jakości i ograniczenie zużycia antybiotyków w hodowli. W ramach projektu „Paszportyzacja polskiej żywności” chcemy, żeby były wdrożone rozwiązania zwiększające zaufanie, transparentność, ale przede wszystkim pozycję i markę polskiego sektora wołowiny.
Czy zrównoważona produkcja wołowiny do dobry kierunek rozwoju branży?
Od produkcji zrównoważonej nie ma odwrotu – im szybciej to zrozumiemy, tym lepiej i bardziej bezboleśnie przeprowadzimy transformację. Dlatego jako branża proponujemy wprowadzenie nowego ekoschematu „Płatność za redukcję emisji gazów cieplarnianych (GHG) w wysokiej jakości produkcji zwierzęcej” w ramach Planu Strategicznego dla Wspólnej Polityki Rolnej, jako uzupełnienie ekoschematu “Dobrostan zwierząt”. Jest to krok konieczny i niezbędny, żeby sprostać założeniom europejskich przepisów, potrzebom sektora rolniczego, ale i oczekiwaniom społecznym w zakresie ochrony środowiska i klimatu.
Jeżeli ktoś zada dzisiaj pytanie: czy jesteśmy gotowi do wdrożenia tego działania? odpowiem: zdecydowanie tak. Mamy opracowany przez Instytut Zootechniki w Balicach kalkulator emisji i praktyk niskoemisyjnych w systemach jakości QMP i QAFP. To wypracowane rozwiązanie powinno być bazą nowego ekoschematu. Środki na te działanie są dostępne w ramach zaplanowanych a niewykorzystanych środków na dobrostan zwierząt, więc nikt nie straci na tym, a zyskają rolnicy hodowcy i producenci zwierząt. To daje nam szansę dołączenia do tych krajów w UE, które uwzględniają w swoich strategiach redukcję gazów cieplarnianych. To będzie budowało naszą przewagę konkurencyjną na rynkach UE, ale również światowych. Możemy powtórzyć sukces ekoschematu “Dobrostan zwierząt”. Potrzebna jest jedynie wola polityczna, żeby to zrobić.
Niezależnie od tego, czy zrównoważona, czy konwencjonalna, wołowina jest dziś na cenzurowanym w Unii Europejskiej. Jak Pan skomentuje zalecenia ograniczenia promocji a w zasadzie produkcji mięsa, zawarte w raporcie z Dialogu Strategicznego?
Te zalecenia to brednie. W jaki sposób w dokumencie o rolnictwie znalazły się kwestie diet, i to nieoparte na żadnych badaniach, tylko jakimś ideologicznym bełkocie? To jakiś nieśmieszny żart. Podobnie jak zapisy o finansowaniu dobrowolnego odchodzenia od produkcji zwierzęcej, czy zgody na to, żeby do 2026 roku zmieniać przepisy w zakresie dobrostanu zwierząt. Widzę tu wpływ lobby antyhodowlanego.
Najgorzej, że nikt już nad tym dokumentem nie będzie dyskutował i go na nowo „otwierał”. Został zaakceptowany, ogłoszony i teraz będzie podstawą tworzenia nowej WPR. Nie ukrywam, że tak jak wszyscy z Polski, nie gryzę się w język i nie zamierzam używać okrągłych słówek, mówiąc o tym dokumencie. W tej wersji jest on nie do zaakceptowania i będzie konieczne dużo gimnastyki, żeby osłabić zapisy tego dokumentu.
We wspomnianym Dialogu uczestniczyli wszyscy główni interesariusze rynku spożywczego w UE. Jak to możliwe, że przedstawiciele rolników zgodzili się na konkluzje tych rozmów?
Trzeba przyznać, że Komisja Europejska odrobiła lekcję z „Zielonego Ładu” i tym razem poszła inną drogą – do wypracowania dokumentu powołano grupę ekspertów z różnych środowisk, w tym także rolniczego. Trzeba jednak pamiętać, że Dialog Strategiczny nie jest dokumentem Komisji Europejskiej, lecz dokumentem DLA Komisji Europejskiej. W jego przygotowaniu nie brał udziału ani Komisarz ds. Rolnictwa Janusz Wojciechowski ani Dyrekcja Generalna ds. Rolnictwa. Na marginesie – bardzo żałuję, że komisarz Wojciechowski nie brał w tym udziału, bo jestem przekonany, że nie dopuściłby do takich zapisów. Co do „ekspertów” – szczerze, nie wiem czemu zgodzili się na takie zapisy. To ich odpowiedzialność. Na ich obronę mogę jedynie dodać, że podpisali klauzule poufności i nie mogli konsultować tego dokumentu z ekspertami z poszczególnych grup roboczych. Ten dokument jest słaby, czego dowodem jest fakt, że słowo Ukraina pada jeden raz na 110 stron w kontekście zaburzenia łańcuchu dostaw. Tyle samo razy pada słowo LGBTQ w rolnictwie. Widać, że to dokument PR a nie merytoryczny, ale będziemy mieli z nim duży problem.
Trybunał Sprawiedliwości UE zakazał zakazywania nazywania mięsem produktów udających mięso. Czy niebawem konsumenci nie będą już mieli szans odróżnić steka od roślinnego placka w formie steka?
Wyrok TSUE wbrew temu, co mówi wegelobby, nie zamyka kwestii nazewnictwa. Wręcz przeciwnie, wskazuje drogi ochrony nazw produktów mięsnych. Najpierw trzeba określić, nazwać, stworzyć definicję tego, czym jest „stek”, „burger” a dopiero później bronić nazwy. Myślę, że dzisiaj dyskusja powinna się toczyć wokół tego, że konsument kupujący roślinną podróbkę burgera liczy na to, że będą tam takie same wartości odżywcze jak w prawdziwym mięsie – a tak nie jest. To są produkty ultra-przetworzone, które tak naprawdę, jeśli chodzi o surowiec, z którego są wytworzone, bardziej mogłyby nadawać się na paszę dla zwierząt, a nie pokarm dla ludzi. Będziemy podejmować działania na szczeblu krajowym, ale też europejskim, żeby walczyć z tymi nadużyciami.
Nie widać szans na to, by nie została zawarta umowa z Mercosur. Ameryka Południowa to potentat w produkcji wołowiny, steki z Argentyny są słynne na całym świecie. Panie Jacku, jakie perspektywy mają przed sobą polscy producenci wołowiny? Czy walka z aktywistami antymięsnymi jest skazana na sukces, czy na przegraną? Należy Pan do ostatniego pokolenia hodowców bydła w Europie?
Niewątpliwie umowa z Mercosur tak jak każda umowa handlowa jest dla nas problemem, ale ta szczególnie. Rolnictwo jest zawsze kartą przetargową przy tego rodzaju umowach. My na tej umowie nie skorzystamy. Nie „my” jako rolnicy, tylko “my” jako Polska. Do podpisania umowy prą Niemcy, gdyż ma to być ratunek, czy jak kto woli “złapanie oddechu” przez ich gospodarkę. Skorzysta przemysł motoryzacyjny, chemiczny, czyli duże korporacje. Jednak zapominamy o tym, że do drzwi UE puka Ukraina i to jest prawdziwe zagrożenie. Nie rozumiem beztroski europejskich liderów, którzy albo kompletnie nie zdają sobie sprawy z konsekwencji przystąpienia Ukrainy do UE, albo to bagatelizują. Od lat powtarzam – żadne rolnictwo w UE nie jest w stanie konkurować z rolnictwem na Ukrainie. Powierzchnia ich gruntów ornych to mniej więcej tyle, ile wynosi łącznie powierzchnia gruntów ornych w Polsce, Hiszpanii i Niemczech. A 30% tych ukraińskich gruntów to czarnoziemy. I to jest prawdziwy problem. Jak ma wyglądać WPR, gdy do UE przystąpi kraj, którego rolnictwo odpowiada 30 procentom wielkości rolnictwa unijnego i jego możliwości mogą wzrosnąć o 100%? Dzisiaj potrzebujemy dyskusji na temat przyszłości. Potrzebujemy “planu Marshalla” dla rolnictwa europejskiego. Hodowla bydła była jest i będzie elementem historii, tradycji Europy i musimy zrobić wszystko, żeby nie zniknęła.











