Integrowana ochrona roślin – by żywność była zdrowa

0
1811

W dniu 30 grudnia 2009 r., Prezydent RP Lecha Kaczyński, nadał doc. dr hab. Markowi Mrówczyńskiemu tytuł profesora nauk rolniczych. Marek Mrówczyński, to uznany autorytet w świecie rolnictwa, specjalizujący się głównie w badaniach nad szkodnikami roślin. Od 2007 roku pełni również funkcję dyrektora Instytutu Ochrony Roślin PIB w Poznaniu.

Marcin Simiński: Proszę przyjąć gratulacje z okazji nadania Panu przez Prezydenta RP tytułu Profesora Nauk Rolniczych.
Marek Mrówczyński: Jest to forma docenienia pracy całego Instytutu. Doktorat robi się samemu, habilitację też, ale profesura to już jest działalność całej jednostki. Na ten zaszczyt składa się cały dorobek instytutu ale również sesje, takie jak ta, na której jesteśmy. A trzeba zaznaczyć, że to już 50. w historii Instytutu, a dla mnie 35. Udział w sesji polega nie tylko na wysłuchaniu referatów czy prezentacji, ale głównie na spotkaniach z ludźmi. Jest okazją do wymiany poglądów z dużymi producentami – rolnikami, sadownikami – i to trzeba wykorzystać później w swojej pracy naukowej.

MS: Jest to 50. sesja i jak zauważyłem, głównym tematem jest ogólny plan zrównoważonego stosowania środków ochrony roślin, ale wczoraj mówiono również o pestycydach i o stworzeniu narodowego planu. Proszę powiedzieć: Po co to rolnikom i jakie to przyniesie korzyści?
MM:
Przepisy Unii Europejskiej kładą nacisk na produkcję zdrowej żywności i taką też politykę od wielu lat prowadzi polskie ministerstwo. Po to, by produkować zdrową żywność, musimy racjonalnie stosować chemiczne środki ochrony roślin. Niektóre państwa unijne, które w tej chwili używają zbyt dużo środków chemicznych, będą zmuszone do zmniejszenia ich ilości. W Polsce używa się 1,8 kg substancji aktywnej na hektar średnio w ciągu roku, a w UE niektóre państwa np. Niemcy mają 7 kg, Holandia też ma podobnie. Zalecenia unijne co do ilości mówią o 5 kg na hektar. W tej sytuacji konieczna jest ich redukcja. Jak wynika z tych danych, aby w Polsce była dobra ochrona roślin, należałoby podwyższyć ilość stosowanej chemii w niektórych uprawach. Dla przykładu w produkcji jabłek, zużywa się w Polsce ok. 12 kg s.a./ha. To jest podobnie jak w innych krajach unijnych. Ale już w zbożach używa się ok. 1 kg s.a./ha. To jest bardzo mało, zbyt mało, aby uchronić zboża np. przed mykotoksynami. Nowoczesne środki ochrony roślin są mniej toksyczne, i jednocześnie przyjazne środowisku i człowiekowi, w całości ulegają biodegradacji. Ogromną ich zaletą jest bardzo krótki czas działania, ale jednocześnie jest to wadą, gdyż w tej sytuacji należy wykonać większą liczbę zabiegów w odstępach kilkudniowych.
Obecnie nie są rejestrowane żadne nowe preparaty o właściwościach silnie trujących czy toksycznych. Jeszcze tylko niektóre z nich pozostały na liście, ale są sukcesywnie wycofywane. Ale niestety pojawia się tzw. podziemie ochrony roślin”, do którego rolnicy są często zmuszeni przystąpić. Na rynku brakuje odpowiednich preparatów i część rolników przywozi je z innych krajów. Według polskich przepisów to jest, niestety złamanie prawa. Dyrektywa unijna, a szczególnie rozporządzenie o rejestracji preparatów ochrony roślin, o którym tyle mówi się podczas tej sesji, wprowadza tzw. strefy uznania. Polska będzie tutaj w strefie 13 państw, gdzie te preparaty można uznawać. Niejako “z automatu” preparaty zarejestrowane w jednym z krajów unijnych będą uznawane w tej tzw. strefie uznania.

MS: Chodzi przecież o to, by sobie pomagać a nie w jakiś sposób likwidować dostępne instrumenty.
MM:
Ale do tej pory było tak, że jak tych preparatów nie było, to polski rolnik sobie radził łamiąc przepisy. Obecnie uznawanie w 13 państwach wspólnoty, będzie wygodniejsze i będzie też sprzyjało rolnictwu. Udostępnionych będzie więcej preparatów na danego patogena, szkodnika czy chwasty i wówczas ochrona roślin będzie efektywniejsza. Co więcej może okazać się tańsza, ze względu na szeroką ofertę konkurujących ze sobą producentów środków ochrony roślin.

MS: Rozumiem, że ta nowa strategia zmierza do uporządkowania tej sytuacji?
MM:
Strategia będzie obejmowała również zużycie poszczególnych preparatów. Do tej pory nie było informacji, ile środków zostało zużytych, jakie preparaty były stosowane w poszczególnych uprawach. Obecnie będą dostępne szczegółowe informacje, opracowane na podstawie badań statystycznych. Umożliwi to pełną kontrolę ze strony państwa i w razie potrzeby odpowiednią ingerencję. Narodowa strategia zakłada metody wprowadzania nowych zasad stosowania chemii w ochronie upraw. Wspomniana strategia integrowanej ochrony roślin ma obowiązywać od roku 2014. Zostały nam więc niecałe 4 lata.

MS: To zostało nam narzucone. A jakie ma to przełożenie na producentów?
MM:
Używane będą wyłącznie preparaty do integrowanej ochrony roślin i tylko te bezpieczne dla środowiska. Wielu rolników i producentów warzyw już stosuje się do tych zasad. Ale należy zauważyć, że nadal mamy dostępne preparaty bardzo toksyczne – one wkrótce będą zakazane w integrowanej ochronie roślin.
Nowa dyrektywa o integrowanej ochronie roślin wymusi na rolniku podejmowanie przemyślanych zabiegów agrotechnicznych. Ponieważ od niego będzie zależało, jaki preparat zastosuje (do tej pory dostawał wytyczne z ODR-u lub PIORiN-nu). Sam będzie zmuszony wyjść w pole i sprawdzić ile ma szkodników, jakie jest porażenie przez choroby, ile jest chwastów. Sam też będzie musiał sprawdzić, czy to przekracza próg zagrożenia i dopiero wówczas podjąć odpowiednią decyzję co do ilości i rodzaju zastosowania środków ochrony roślin.
Zmianie ulegnie również liczba zabiegów, wykonywane będą tylko te niezbędne. Poprawi to ekonomikę produkcji roślinnej, a żywność na pewno będzie zdrowsza.
Kolejną ważną sprawą jest fakt, że integracja obejmuje również usuwanie dotychczas stosowanych odmian. Preferowane są nowe odmiany, odporne szczególnie na choroby i na szkodniki. W ten sposób można ograniczyć liczbę zabiegów chemicznych nawet o 5 (dotyczy to m.in. zarazy ziemniaka). Integracja będzie wymagała, aby rolnik posiadał większą wiedzę. Oznacza to dla nas więcej pracy i wysiłku w celu szerzenia tej wiedzy, poprzez prowadzenie m.in. szkoleń dla rolników. Liczymy również na pomoc wydawnictw rolniczych, które odgrywają tutaj wielką rolę.

MS: A czy wierzy Pan, że ten narodowy plan powstanie?
MM:
To musi powstać.

Dziękuję za rozmowę
Rozmawiał Marcin Simiński