Górnicy nie odpuszczą, rząd raczej też nie

Co dalej więc w sytuacji, gdy związki górnicze protestują, a likwidacja części kopalń Kompanii Węglowej wisi na włosku…? Na początek, podsumujmy fakty.

Odkąd przedstawiono plan rządu, zakładającego likwidację czterech kopalń spółki węglowej i redukcję 3 tysięcy miejsc pracy, górnicy, nie zgadzając się na takie decyzje, rozpoczęli protesty i są w nich coraz bardziej radykalni. Negocjacje związków górniczych z rządem zakończyły się fiaskiem, co spowodowało kolejne już „groźby” dalszych protestów w kolejnych regionach kraju, a nawet kolejnych grup zawodowych. Jak ustalił portal Money.pl, koszt programu naprawczego to około 2,3 miliarda złotych.

Plan naprawczy dla KW zakłada sprzedaż nowej zawiązanej przez Węglokoks spółce celowej 9 z 14 kopalń kompanii. Z pozostałych, jedną ma kupić Węglokoks (Piekary), a kolejne cztery mają być zlikwidowane przez Spółkę Restrukturyzacji Kopalń (SRK). Będą to: Bobrek-Centrum w Bytomiu, gliwicko-zabrzańskiej Sośnica-Makoszowy, a także kopalni Pokój w Rudzie Śląskiej i Brzeszcze w Brzeszczach. Powód? W tych właśnie kopalniach dalsze wydobycie jest całkowicie nieopłacalne, zakłady te przynoszą ogromne straty (tylko w 2014 roku w sumie 821 mln zł. strat). I nie zapowiada się poprawa tej sytuacji. Wprost przeciwnie – dalsze prowadzenie wydobycia to, według szacunków ministerstwa gospodarki, kolejne miliony, a nawet miliardy strat w następnych latach.

Plan naprawczy zakłada zamknięcie czterech kopalń i redukcję zatrudnienia o 3 tysiące osób, które zostaną objęte programami osłonowymi. Mówiąc prościej – dostaną odprawy. Górnicy otrzymają jednorazowo równowartość 24 pensji (czyli ok 100 tys. zł.), pracownicy obsługi technicznej 10 pensji, a pracownicy obsługi na powierzchni 3,6 pensji (i jedni i drudzy od ok. 16 do 44 tys. zł.). Pozostałych 6 tysięcy pracowników będzie przeniesionych do innych kopalń. Dodatkowo, 2100 osób średnio przez kolejne 4 lata będą dostawać 75% obecnej pensji, aż do momentu przejścia na emerytury.

W wydanym komunikacie Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy ocenił, że plan restrukturyzacji KW jest programem o charakterze tylko i wyłącznie politycznym. Dla autorów tego programu nie liczą się ludzie pracujący w kopalniach, nie liczy się Śląsk i sytuacja społeczno-gospodarcza w tym regionie, nieważna jest przyszłość górnictwa. Ten program ma na uwadze wyłącznie fakt, że za kilka miesięcy odbędą się wybory parlamentarne i tylko z tej perspektywy tworzono ów dokument – napisali związkowcy.

I tu pojawia się problem w porozumieniu tych związków zawodowych z rządem. Z jednej strony górnicy dostaną odprawy, ale stracą stałe źródło dochodu. Z kolei dalsze funkcjonowanie kopalń oznaczają kolejne straty i, jak ocenia ministerstwo gospodarki, upadłość spółki. A w takim przypadku pracę straci 49 tysięcy osób w całej Polsce. Odpraw też raczej wtedy nie będzie.

– W Kompanii Węglowej jedynie 3 z 15 kopalni przynoszą zyski i nie ma podstaw do prognozowania poprawy sytuacji. Polskie kopalnie potrzebują poprawy poziomu zarządzania oraz obcięcia części przywilejów górniczych, ale przede wszystkim dofinansowania na cele inwestycyjne i strategii rozwoju. W przeciwnym razie wszelka pomoc będzie miała charakter redystrybucji i transferów społecznych, zamiast działań biznesowych – przekonuje Mateusz Kędzierski, ekspert Instytutu Sobieskiego.

Na tak złą kondycję polskiego górnictwa wpływają gwałtowne spadki cen na światowych rynkach, wysokie koszty wydobycia i funkcjonowania kopalń oraz import tańszego węgla spoza Polski. Nie bez znaczenia jest też koszt pracy i przywileje górników. Podsumowując, w Kompanii Węglowej strata na każdej wydobytej tonie węgla w 2014 r. wyniosła 42 zł, a w samym listopadzie 70 zł.
 
To nie pierwszy raz w naszej historii górnictwo jest restrukturyzowane. Za rządu Jerzego Buzka w latach 1998 – 2002 zamknięto 23 kopalnie, pracę straciło ok. 100 tys. osób, z czego 40% wzięło odprawy. Reforma kosztowała 2 mld zł., a pieniądze na nią pożyczył nam Bank Światowy. Wcześniej z kolei zlikwidowano Wałbrzyskie Zagłębie Węglowe, czyli 5 kopalń, zwalniając ok. 20 tys. pracowników.

Polskie górnictwo nie jest w dobrej formie. Jeszcze 25 lat temu zatrudniało ponad 400 tysięcy ludzi, dziś jest ich prawie o połowę mniej. Aby sytuację tę naprawić, na pewno coś trzeba zrobić. Powstaje tylko pytanie, jakie rozwiązanie będzie tu najlepsze. Szczególnie, że w tej sytuacji są dwie prawdy i dwa wyjścia – rządowe i związkowe. Które wybrać…?

Renata Struzik, źródło: Money.pl