GMO przedłużone

Pasze zawierające rośliny modyfikowane będzie można stosować do końca 2016 r. – zdecydował w piątek, 13 lipca Sejm, przyjmując nowelizację ustawy o paszach. Nie ma jednak gwarancji, że za kilka lat moratorium na stosowanie pasz zawierających GMO znowu nie zostanie przedłużone.

Za ustawą głosowało 229 posłów, przeciw było 188, a 23 wstrzymało się od głosu. Uchwalona w 2008 r. ustawa o paszach stanowiła, że do końca 2012 r. będzie można stosować do skarmiania zwierząt hodowlanych pasze zawierające GMO.
Chodzi przede wszystkim o importowaną z USA genetycznie modyfikowaną soję, która jest podstawowym źródłem białka. Moratorium wygasa więc za kilka miesięcy, a ponieważ – jak przekonuje ministerstwo rolnictwa – nie ma w tej chwili na rynku alternatywy dla soi, pozwolenie na dodawanie do pasz roślin GMO ma zostać przedłużone o kolejne cztery lata – do końca 2016 r., a potem miałby zacząć obowiązywać zakaz używania w rolnictwie pasz z GMO. Nowelizacja w tym kształcie została przyjęta wczoraj przez Sejm – teraz ustawa trafi do Senatu.
Posłowie Prawa i Sprawiedliwości bezskutecznie wnioskowali najpierw o odrzucenie projektu lub wydłużenie moratorium na GMO, ale tylko do 31 stycznia 2013 roku. To za rządów PiS parlament przegłosował ustawę o zakazie używania pasz zawierających GMO – zakaz miał wejść w życie w 2009 r., ale jak już wspomniano wcześniej, został on przesunięty o cztery lata, a teraz o kolejne cztery lata.
Przyjęcie tych rozwiązań uzależnia produkcję mięsa wieprzowego i drobiowego, i jaj od importu komponentów białkowych ze źródeł znajdujących się na innych kontynentach – argumentował sprzeciw klubu PiS wobec ustawy o paszach Jan K. Ardanowski.
Ostrzegał, że grozi nam ograniczenie dostaw soi z powodów politycznych lub naturalnych. To drugie zagrożenie jest realne w tym roku, gdyż aż w 26 stanach USA występuje klęska suszy, która może spowodować znaczny spadek produkcji soi. Tymczasem Polska importuje jej coraz więcej: teraz jest to 2,5 mln ton rocznie, a wcześniej było to tylko” 1,5 mln ton. Zdaniem Ardanowskiego, rynek zmonopolizowali importerzy komponentów paszowych i ta ustawa ten monopol utrzymuje. Co więcej, grozi nam wzrost cen mięsa i jaj na rynku krajowym.

Alternatywa dla soi
Jednak większość posłów podzieliła zdanie wiceministra rolnictwa Andrzeja Butry, że przedłużenie moratorium na GMO leży w interesie polskiego rolnictwa i przetwórstwa rolno-spożywczego. Polska jest potentatem w produkcji żywności, dodatni bilans handlowy w tym segmencie wynosi 3 mld euro.
Zakaz dla soi spowoduje, że nasze produkty przestaną być konkurencyjne – mówił minister Butra. Dodał, że cała Europa stosuje takie pasze i dopóki nie będzie jednolitej polityki w UE wobec organizmów modyfikowanych genetycznie, Polska nie może sobie pozwolić na zakaz dla pasz zawierających GMO. Bo nawet gdybyśmy go wprowadzili, do naszego kraju będzie napływać importowane mięso ze zwierząt karmionych paszami z GMO.
Jan K. Ardanowski przekonywał, że soję można zastąpić roślinami strączkowymi i motylkowymi krajowej produkcji. Poseł argumentował, że wielu naukowców pozytywnie wypowiada się na ten temat. W szerszym zakresie można też stosować śrutę i makuch rzepakowy.
Rząd powinien również zabiegać w UE o zniesienie zakazu karmienia zwierząt mączkami mięsno-kostnymi. Chodzi o tzw. karmienie krzyżowe, czyli np. mączkę wołową można by stosować w żywieniu kurcząt.
Wiceminister Butra bronił się, że rząd realizuje program upraw roślin motylkowych i strączkowych. Rolników mają do tego zachęcać dodatkowe dopłaty – równowartość 100 euro do 1 hektara.
Polska stała się liderem wdrażania uprawy roślin motylkowych – chwalił rząd poseł Stanisław Kalemba (PSL). Ale stawiał też pytanie, czy w ciągu najbliższych lat jesteśmy w stanie w całości zastąpić soję roślinami niemodyfikowanymi.
Według posła Cezarego Olejniczaka (SLD), jest to nierealne, gdyż dopłaty 100 euro do roślin strączkowych i motylkowych są za niskie, ponieważ te rośliny przynoszą mniejszy plon niż inne uprawy, więc rolników trzeba do tego bardziej zachęcić.
Niech rząd wynegocjuje w Brukseli minimum 250 euro do hektara – zaproponował Olejniczak.
Jego zdaniem, gdyby w całej UE obowiązywały takie dopłaty, wtedy byłaby szansa na rozwijanie uprawy roślin alternatywnych dla soi. Wiceminister rolnictwa przyznał, że okres czterech lat na przekonanie rolników do uprawy nowych roślin nie jest zbyt długi.
Ten okres jest nawet może i za krótki, zobaczymy, co będzie dalej – powiedział Andrzej Butra. Tą wypowiedzią wiceminister wzbudził obawy części posłów, że za cztery lata znowu wróci do parlamentu temat wydłużenia zgody na stosowanie pasz zawierających GMO.
W Sejmie nie było debaty o odchodzeniu od soi. Dlaczego? Czyich interesów Sejm ma bronić? – pytał poseł Ardanowski. Ale odpowiedzi na swoje pytania nie uzyskał.
PiS od początku krytykowało też tryb prac nad ustawą. Był to bowiem projekt poselski, a nie rządowy, i dzięki temu koalicja PO – PSL nie musiała prowadzić konsultacji społecznych na temat wydłużenia moratorium na stosowanie pasz zawierających GMO. A można być pewnym, że zdecydowana większość organizacji i stowarzyszeń, które brałyby udział w takich konsultacjach, wypowiedziałaby się przeciw moratorium.

Krzysztof Losz, Nasz Dziennik