Dziki szarżują na podbeskidziu

Dzik jest dziki, dzik jest zły, dzik ma bardzo ostre kły. Kto spotyka w lesie dzika, ten na drzewo zaraz zmyka. Tak niegdyś śpiewały dzieci za filmowym Panem Kleksem. Dziś do śmiechu nie jest mieszkańcom Zachełmnej i Marcówki. Wprawdzie dzików jeszcze nie spotykają, ale te bardzo wchodzą im w szkodę.

Kilka miesięcy temu sołtys marcówki Helena Porębska zasiała na swoim polu pszenicę. Ta pięknie wzrosła i cieszyła oko kobiety, która powoli zaczęła myśleć o zbliżających się żniwach. Kilka dni temu przeżyła jednak szok. – Szłam drogą i zobaczyłam wąski ślad prowadzący między łanami. Zastanawiałam się komu strzeliło do głowy żeby tam wchodzić. Poszłam po śladzie i ręce mi opadły. Odkryłam istne pobojowisko. Obok znalazłam jeszcze kilka identycznych placów. W tych miejscach już nic nie zbiorę, bo kłosy są połamane i poobgryzane. To robota dzików. Matka przyszła z małymi. Ona się walała po zbożu, a małe się objadały – rozkłada bezradnie ręce Helena Porębska. Szkody wyrządziły nie tylko dziki. Na położonym nieopodal domu polu ziemniaków stołówkę urządził sobie jeleń. – Już nie wiem, co mam robić. Chodzimy w nocy i tłuczemy się pokrywkami. Przecież nie ogrodzę całego pola i nie będę siedziała na nim dzień i noc – mówi Helena Porębska.
Z dziada pradziada się u nas pole uprawiało. Zawsze na własny użytek, a teraz wszystko diabli biorą. Już w ubiegłym roku dziki dawały się we znaki, ale teraz stały się plagą. Wchodzą wszędzie. Nic ich nie powstrzymuje. Rozwiesiłam sznurki, to te, jak wisiały, tak wiszą, a ziemniaki mam stratowane. Znajomi pola sztachetami ogrodzili, radia zostawiali i też niczego nie wskórali – mówi z żalem w głosie Zofia Gałuszka z Zachełmnej. Na swoim polu posadziła trzy odmiany ziemniaków. Dziki upodobały sobie dwie, rosnące na skraju pola.
Realizujemy plan łowiecki, który jest ustalany wraz z nami przez Nadleśnictwo. Do 21 sierpnia nie możemy jednak odstrzeliwać loch, gdyż trwa okres ochronny z uwagi na wychowywanie przez nie młodych. Jednak sumiennie co roku wypłacamy rolnikom odszkodowania – mówi Artur Kopacz, łowczy w kole łowieckim Diana”. Przyznaje, że teraz gospodaruje już mniej osób, więc zwierzęta wyrządzają szkody tylko u nich, a przez to są one większe.

Źródło: www.beskidzka24.pl