Dobry hodowca, dobra współpraca

Rejon Giżycka w woj. warmińsko-mazurskim to tzw. zagłębie drobiarskie. W latach 70. ubiegłego wieku w Giżycku był zakład drobiarski, będący filią Suwalskich Zakładów Drobiarskich, który potrzebował surowca – rozwinęła się więc tam branża drobiarska. Obecnie w Giżycku jest nowy zakład drobiarski, który powstał od zera. To firma prywatna, Ubojnia Drobiu Górny i Synowie, członek grupy producenckiej Spółdzielnia Drobiarska Mazurski Kurczak i jak twierdzi Paweł Zabielski z Antonowa, produkujący brojlery dla grupy – współpraca układa się bardzo dobrze.

15 lat temu Paweł Zabielski z Antonowa k/Giżycka przejął po rodzicach gospodarstwo nastawione na produkcję kurczaków. Ma podpisane długoterminowe kontrakty z grupą producencką Spółdzielnia Drobiarska Mazurski Kurczak, która odstawia żywiec do Ubojni Drobiu Górny i Synowie z Giżycka. – Współpraca w grupie – uważa Paweł Zabielski – to silniejsza pozycja hodowcy, nie tylko branży drobiarskiej, w kontaktach z przetwórcami, dostawcami, pośrednikami, i to w każdej dziedzinie – zakupów, negocjacji czy lobbingu. Ostatnie dwa lata były dobre dla branży drobiarskiej, teraz natomiast jest załamanie rynku. Trudno powiedzieć, z jakich przyczyn. Może wpłynął kontyngent drobiu z Brazylii, jak zwykle o tej porze roku…? Na dzień dzisiejszy cena za żywiec jest praktycznie poniżej progu opłacalności. Największą bolączką branży jest chwiejny rynek cenowy, zbyt chwiejny. Ceny potrafią w ciągu tygodnia oscylować plus/minus nawet do 30% wartości, w pewnych momentach jest to już prawie hazard. Miesiąc temu cena za żywiec była na poziomie 4,00 zł, a na dzień dzisiejszy jest to 2,70 zł. To nawet więcej niż 30%, ale trzeba być dobrej myśli, że wróci do 4,00 zł.

Obecna chwiejna koniunktura na rynku to również galopujące ceny pasz, wynikające z galopujących cen zbóż. Ogólne koszty produkcji żywca drobiowego to w 65% pasza, 15-20% zakup piskląt, plus pozostałe koszty. Zrzeszenie w grupie stwarza możliwość zakupu większych ilości paszy. Negocjując cenę, mając większą siłę przebicia, można uzyskać większe upusty. – Tak zakupujemy pasze już od 15 lat, bo grupa nieformalnie trwa od 15 lat, a jako spółdzielnia funkcjonujemy od 2 lat i to z całkiem niezłym skutkiem – wyjaśnia Paweł Zabielski. – Kupujemy dobre pasze pod względem jakościowym i cenowym, współpracując również z HaGe Polska. Jakość paszy jest bardzo ważna, ale również ważna jest cena. W przypadku współpracy z HaGe nie mamy żadnych zastrzeżeń. Dobry hodowca zna zasady zootechniczne związane z produkcją, ponadto każda ferma posiada opiekuna – lekarza weterynarii, bo to obligują przepisy weterynaryjne. Ale zawsze każda wytwórnia pasz służy pomocą i zootechniczną, i weterynaryjną. Jest to w zakresie ich serwisu, i również jest to w HaGe. W razie pomocy czy konsultacji, czy też reklamacji, również służy swoim lekarzem weterynarii, bądź fachowcem z technologi żywienia czy zootechniki. Problemy są zawsze i trzeba je rozwiązywać, a każda pomoc się przydaje – dodaje.

Problemem, który ostatnio dotknął Pana Pawła jest projekt Ministerstwa Finansów dotyczący zmian stawek VAT w rolnictwie. Hodowca ma kłopot z inwestycją, którą rozpoczął pół roku temu. Do tej pory rozliczał się ryczałtowo, natomiast nowe stawki VAT zmuszą go do przejścia w roku 2011 na VAT. Na dzień dzisiejszy inwestycja prowadzona jest w kwotach brutto, i producent drobiu straci wpłacony podatek VAT. – Gdybym wiedział o nowych stawkach pół roku temu, to bym przeszedł na VAT przed rozpoczęciem inwestycji. To powinno być wcześniej określane, aby dany podmiot wiedział jak postępować, jakie kroki podejmować – uważa nasz rozmówca.

Ale to nie jedyna bolączka Pawła Zabielskiego. Od kilku lat obowiązują unijne przepisy, które dla branży niosą dodatkowe koszty, jak np. zakaz stosowania mączek mięsno-kostnych jako dodatku do paszy. Nie ma tzw. zdrowej” konkurencji na rynku, bo drób na świecie nie jest obarczony tyloma restrykcjami, jak w przypadku producentów z UE, przez co jest tańszy. Rynek unijny jest zalewany tanim drobiem np. z Chin, czy Brazylii. – Drób brazylijski, czy meksykański nie ma takich zakazów. My nie możemy stosować mączek, co znacznie podraża nam koszty, musimy kupować soję z Brazylii na przykład. Natomiast brazylijski kurczak karmiony mączkami kostnymi wchodzi na rynek unijny i tu jest paradoks – wyjaśnia hodowca. – Następny problem to uprawy GMO, i to już jest problem naszego kraju. Jeżeli wprowadzimy zakaz stosowania pasz z GMO w Polsce, podczas gdy takiego zakazu nie będzie w Unii, nasz drób będzie droższy od drobiu produkowanego w Unii. Branża drobiarska nie wytrzyma takiej nierównej konkurencji i. W trosce o konsumenta zlikwidujemy drobiarstwo w Polsce a na rynku nadal będzie sprzedawany drób z Unii bez zakazów GMO. To jest taki trochę paradoks, no ale… Lobby chce to wprowadzić, a to będzie katastrofa. Konsumentowi nie pomożemy, a załatwimy naszą branżę. Nie jesteśmy samotną wyspą, działamy w unii europejskiej. Dzięki interwencji izb rolniczych, środowisk rolniczych odsunięto w czasie ten zakaz, ale jeżeli to wprowadzą będzie ciężko i nie dotyczy to tylko drobiarstwa, bo z trzodą chlewną będzie to samo. Jeszcze raz podkreślam: nie pomożemy konsumentom, a zlikwidujemy własną branżę

Nawet pomysł promocji polskiego, zdrowego drobiu, własnej marki, jakości nie zdał egzaminu na rynku. Grupa producentów przeszła niedawno test handlowy z ubojnią, wyprodukowali kurczaka ekologicznego. Tak to nazwali – produkt naturalny – wyhodowany zgodnie z technologią żywienia sprzed 20 lat. Oczywiście wiązało się to z większymi kosztami, ale taki drób musi być droższy, ponieważ cały proces produkcyjny tego wymaga. I produkt się nie przyjął. Najważniejszym czynnikiem w handlu jest niestety cena. To nie producent decyduje, tylko nabywca. – Gdyby dzisiaj konsumenta spytać, czy chce zakazu GMO, odpowie oczywiście – tak. Natomiast konsument pójdzie do sklepu i kupi produkt tańszy, nie patrząc nawet czy jest z GMO czy bez, takie jest życie – konkluduje Paweł Zabielski.

Nasz rozmówca wskazuje też na dobre aspekty produkcji drobiu, wymieniając brak dopłat do produkcji drobiu w całej Unii. – Dzięki temu jest zdrowa konkurencja wśród producentów drobiu w całej Unii – uważa. – Niemiec, Francuz chowa na tych samych warunkach, co Polak i przez to nasze drobiarstwo bardzo mocno wygrywa w Unii, bo rozwój branży w ostatnich 5 latach był ogromny. Statystyki się zwielokrotniają, jeżeli chodzi o produkcję, eksport i o samo spożycie, i to też z tych przyczyn. Dopłata nie jest wcale dobrodziejstwem samym w sobie, bo jeżeli niemiecki rolnik dostaje do hektara kilkakrotnie razy więcej niż polski, to ten polski jest po prostu na straconej pozycji. Czyli równe warunki konkurencji w całej Unii.