Dobre i złe rozwiązania

Money.pl przeanalizował najistotniejsze z punktu widzenia gospodarki i kieszeni obywateli ustawy uchwalone w mijającej kadencji. W artykule W kampanii obiecują cuda, ale tych głosowań się nie wyprą” autorzy Maciej Miskiewicz, Bartosz Wawryszuk, współpraca Paweł Zawadzki pokazują, jak największe partie głosowały za dobrymi i złymi rozwiązaniami.”

Sejm VI kadencji uchwalił 953 ustawy. To rekord w historii III RP. I wynik dający średnią blisko 10 ustaw na posiedzenie. Mogło być więcej, bo przez cztery lata wniesiono do Sejmu 1509 projektów ustaw.
Debatujący nad nowym prawem posłowie zabierali głos ponad 46 tys. razy, ale liczba nie zawsze przechodzi w jakość. Wielu ekspertów mówi o biegunce legislacyjnej i słabej jakości stanowionego w pośpiechu prawa. Money.pl przyjrzał się najważniejszym z punktu widzenia kieszeni Polaków i gospodarki ustawom przyjętym w ciągu minionych czterech lat. Wybraliśmy te, które naszym zdaniem sprawiają, że żyje się nam lepiej i te, których skutki są negatywne. Pokazujemy, kto popierał dobre, a kto niekorzystne rozwiązania.

Zabrali nam przywileje. I bardzo dobrze
Ustawa przez wielu ekspertów wymieniana jako największe osiągnięcie – wspartego przez SLD, które pomogło odrzucić prezydenckie weto – rządu PO-PSL. Także naszym zdaniem reforma, która odebrała nadmierne przywileje emerytalne blisko milionowi Polaków jest jedną z najważniejszych w ostatniej kadencji.
Uchwalona w 2008 roku odebrała m.in. kolejarzom, dziennikarzom, artystom i sprzedawcom – możliwość przechodzenia na wcześniejsze emerytury. Zostały one zastąpione przez tzw. pomostówki. Umożliwiają one wcześniejsze kończenie pracy osobom wykonującym swoją pracę w najtrudniejszych warunkach, np. przy wytapianiu żelaza. Takich pracowników jest około 250 tysięcy.
Zamiast 45 mld zł, które w latach 2008-2020 miały być wydane na wcześniejsze emerytury, pomostówki dla pracujących krócej mają kosztować do 2040 roku tylko 13 mld zł.

Mądrzy byliśmy przed szkodą
Elastyczne, 12-miesięczne rozliczanie czasu pracy, możliwość zmniejszenia etatu i pensji o połowę oraz tzw. postojowe – to rozwiązania pakietu, który wszedł w życie niemal w rok po bankructwie banku Lehman Brothers.
Przygotowany przez resort pracy i polityki społecznej pakiet miał ograniczyć skutki hamowania gospodarki. W praktyce jednak jego zapisy sprawiły, że z rozwiązań skorzystało niewiele firm, a jeden z zapisów znosił korzystną dla pracowników zasadę, że trzecia umowa jest umowa na czas nieokreślony. Rzadko stosowaną zasadę, Mądry Polak przed szkodą, Money.pl postanowił docenić jako jeden z nielicznych przykładów podejmowania działań z wyprzedzeniem.

Koniec kosztownego absurdu
Obowiązek meldunkowy – brak adresu w dowodzie mógł kosztować nawet 5 tys. zł grzywny – zniknął w 2008 roku. Wcześniej zmiana adresu ponosiła za sobą koszt wymiany: dowodu osobistego – 30 zł, dowodu rejestracyjnego – 70 lub 170 zł, prawa jazdy – 80 zł. Dziś nie ma takiej konieczności.
Relikt komunistycznego totalitaryzmu przetrwał 34 lata. Ustawa o ewidencji ludności i dowodach osobistych, która sankcjonowała obowiązek meldunkowy pochodziła z 1974 roku.

Koniec kuriozalnej Komisji
Jeden z najbardziej nonsensownych tworów prawnych III RP powinien zakończyć swoją działalność dużo wcześniej. Ale i tak fakt, że 1 marca tego roku Komisja Majątkowa przestała istnieć jest osiągnięciem, które wypada zapisać po stronie plusów.
Komisja – w której zasiadało po sześciu przedstawicieli Episkopatu i MSWiA – przez 20 lat przekazała Kościołowi majątek o wartości szacowanej na około pięć miliardów złotych. Była ostro krytykowana za to, że decyzje podejmowała bez konsultacji z samorządami. A od jej decyzji nie można było się odwołać. Totalnym absurdem było to, że nawet wtedy, gdy efektem ich decyzji były wymierne szkody, członkowie komisji nie podlegali odpowiedzialności takiej jak urzędnicy państwowi. Ostatecznie los Komisji przypieczętowały coraz częstsze doniesienia o możliwej korupcji przy podejmowaniu decyzji.

Państwo trochę bardziej przyjazne
Po ewidentnym niewypale komisji Przyjazne Państwo i porażce przy wprowadzaniu słynnego jednego okienka, wiele wskazywało na to, że z szumnych haseł ułatwienia życia przedsiębiorcom, z którymi Platforma szła po władzę nic nie zostanie. Jednak pod koniec kadencji koalicjanci niemal rzutem na taśmę uchwalili dwie ustawy, które likwidują część wyjątkowo uciążliwych obowiązków dla firm i obywateli. Według Money.pl nowe prawo zasługuje na duży plus.
Pierwsza ustawa deregulacyjna to tak naprawdę nowelizacja 96 innych ustaw. Dzięki niej przedsiębiorstwa i obywatele mają zaoszczędzić około 6 mld zł rocznie. Największa zmiana to zastąpienie zaświadczeń oświadczeniami. W wielu sytuacjach, w której do tej pory musieliśmy przedstawiać urzędnikowi zaświadczenie o dochodach lub niekaralności, dziś wystarczy nasze oświadczenie i urzędnik będzie musiał nam uwierzyć.
Druga ustawa deregulacyjna, która w najbliższych dniach wejdzie w życie ma dać trzy miliardy złotych oszczędności rocznie. Dzięki niej Kowalski będzie mógł wykorzystać zaległy urlop do 31 lipca, a nie do końca marca – jak to jest obecnie. Z kolei przedsiębiorcy zostali zwolnieni z obowiązku publikacji sprawozdania finansowego w dzienniku Monitor Polski B. Kosztowało około 770 zł za stronę. Z 10 do 5 lat skrócił się okres przedawnienia należności wobec ZUS i KRUS.

Wyborczy koszmar prywatnych szpitali
To był jeden z najgorętszych tematów kampanii wyborczej w 2007 r. PO i PiS starły się w sądzie po tym, jak partia prezesa Kaczyńskiego zarzuciła Platformie chęć prywatyzacji szpitali. PiS przegrało, ale hasło pozostało straszakiem na tyle mocnym, że w kampanii prezydenckiej w 2010 roku Bronisław Komorowski znów pozwał Jarosława Kaczyńskiego, gdy ten sugerował, że prezydent jest zwolennikiem komercjalizacji, która otwiera drogę do prywatyzacji.
Długi szpitali to około 10 mld złotych. Pierwsze podejście do zmian nie udało się, bo w 2008 roku ustawę skutecznie zawetował Lech Kaczyński. W 2010 roku minister Kopacz udało się przeforsować ustawę, która przewiduje, że jeżeli szpital skończy rok pod kreską, właściciel – czyli samorząd – musi w ciągu trzech miesięcy spłacić zadłużenie, albo przekształcić lecznicę w spółkę.
Politycy straszący prywatnymi szpitalami nie są wspominają o tym, że szpital-spółka nie może bezkarnie się zadłużać. A od dekady samorządy oddłużyły i sprywatyzowały kilkadziesi ąt szpitali. Do tego taki szpital jeżeli ma kontrakt z NFZ, to pacjenci za leczenie nie płacą, tak samo jak w państwowej placówce.
Eksperci przestrzegają, że bez zmiany sposobu finansowania szpitali przez NFZ ustawa może okazać się bombą z opóźnionym zapłonem, bo mogą upaść szpitale przygniecione ciężarem starych długów, a potrzebne lokalnym społecznościom. Jednak mimo tego w ocenie portalu Money.pl i tak ustawa jest krokiem w dobrym kierunku.

Dlaczego tyle zwlekali?
O rozwiązaniach, które niesie za sobą ustawa antyspreadowa debatowano już wielokrotnie. Dziwnym trafem udało się je wprowadzić dopiero w roku wyborczym. Jak widać politykom zależało na przychylności rzeszy niemal miliona Polaków posiadających kredyty w walutach obcych. Szczególnie, że słabość złotego coraz bardziej uderzała w tę grupę.
To stricte przedwyborcza ustawa. Świadczą o tym pomysły, jakimi politycy chcieli pomagać kredytobiorcom. PiS proponował m.in., by mogli oni raz na pół roku za mniej niż 100 zł przewalutować kredyt na dowolną walutę. Z kolei PJN chciał by do 2015 roku kurs franka został zamrożony na poziomie 2,75 złotego.
Zmiany, które w tym roku weszły w życie nie są koncepcjami przełomowymi, jednak standaryzują kilka ważnych dla kredytobiorców zagadnień. Mimo że większość banków już wcześniej umożliwiała swoim klientom spłatę zobowiązań w walucie kredytu, to dzięki ustawie za podpisanie aneksu nie mogą żądać często horrendalnych opłat.

Dolali VAT do baku
Pod koniec 2010 roku aby ratować się przed rosnącym długiem publicznym rząd PO-PSL przeforsował kilka ustaw podnoszących stawki podatków oraz odbierających m.in. przedsiębiorcom ulgi na samochody z kratką.
Zgodnie z tzw. ustawą okołobudżetową, która weszła w życie w połowie grudnia 2010 r, od 1 stycznia tego roku podstawowa stawka podatku VAT, która ma obowiązywać do końca grudnia 2013 roku, wzrosła z 22 do 23 proc.
Do końca 2013 r. będą też obowiązywać trzy nowe stawki VAT: 5, 8 i 23 proc. Wprowadzono też 5-procentową stawkę na żywność, książki i czasopisma specjalistyczne.
Platforma postąpiła tym samym wbrew swoim wyborczym hasłom o obniżaniu obciążeń fiskalnych. Co więcej wprowadziła zapis umożliwiający utrzymanie do końca 2013 r. wyższych stawek VAT oraz ich podnoszenie w kolejnych latach w przypadku przekroczenia progu ostrożnościowego 55 proc. PKB przez dług publiczny.
Konsekwencje tych decyzji ponieśli wszyscy obywatele, bowiem wyższy VAT uderzył ich po kieszeni. Obecnie PO deklaruje, że zrobi wszystko, żeby nie podnosić podatków po wyborach, ale jeśli partia ta dalej będzie u władzy to można się spodziewać, że w przypadku problemów budżetowych znowu nie zawaha się by drenować portfele podatników. PSL deklaruje natomiast, że chce szybko przywrócić niższe stawki VAT, ale nie wydaje się, żeby ugrupowanie to mogło przeprowadzić taką zmianę samodzielnie.

Skok na kasę emerytów
Za wprowadzenie tej ustawy również odpowiada koalicja rządowa. Sięgnięcie po pieniądze odkładane przez do OFE przez Polaków, rząd tłumaczył dobrem m.in. przyszłych emerytów. Wiadomo jednak, że nie był to jedyny powód. Rząd szukał bowiem sposobu na to, żeby obniżyć rosnący coraz szybciej dług publiczny.
Z wyliczeń Money.pl wynika, że przeforsowany przez partie rządzące model jest niekorzystny. Zarówno dla samych ubezpieczonych, jak i dla ich bliskich spadkobierców, którzy odziedziczą odłożone składki.
Zasadnicza różnica polega na tym, że w OFE są prawdziwe pieniądze – lepiej lub gorzej inwestowane. W ZUS-ie nie ma ani grosza, natomiast każdy ma zapisane, ile teoretycznie uskładał na przyszłą emeryturę. Świadczenia będą wypłacane ze składek osób, które dziś są dziećmi, a w przyszłości będą płacić składki na ubezpieczenie społeczne.
W obecnej kampanii tylko PJN deklaruje dążenie do przywrócenia poprzedniego modelu. PiS proponuje, by dać ubezpieczonym możliwość wyboru między ZUS a OFE, a PSL chce upowszechnienia KRUS – tak by każdy mógł płacić niską składkę. SLD planuje stworzyć mechanizmy zwiększające konkurencyjność OFE. Platforma jest najbardziej powściągliwa – partia Donalda Tuska zamierza głownie propagować indywidualne oszczędzanie na przyszłą emeryturę, ponieważ wypłaty z dwóch podstawowych filarów nie zapewnią godziwych świadczeń.

Bez konkurencji – ceny w górę
Ustawa refundacyjna wzbudziła najwięcej kontrowersji spośród pakietu ustaw zdrowotnych. Wprowadziła urzędowe ceny i marże leków finansowanych przez NFZ. Stałą cenę leku refundowanego Ministerstwo Zdrowia ma negocjować z producentem. Od jej wartości będzie ustalana urzędowa marża – w wysokości 5 proc. (obecnie 8,91 proc.). Oznacza to, że ceny leków refundowanych nie będą mogły być ani niższe, ani wyższe od ustalonych. Dotychczas apteki stosowały często promocje na leki finansowane przez NFZ, niektóre z nich można kupić nawet za kilka groszy lub złotówkę. W ustawie określono limit na refundację ze środków NFZ na poziomie 17 proc.
Niemożliwe będzie jakiekolwiek obniżenie ceny leku w stosunku do wartości ustalonej przez państwo. Eksperci są zgodni co do tego, że jeśli ustawa spowoduje, że dla pacjentów leki podrożeją od kilkunastu do nawet 20 proc., a przyczyni się do tego eliminacja konkurencji.
W ustawie przewidziano ponadto podatek od refundacji leków. Płacić go muszą koncerny farmaceutyczne, które będą musiały oddawać 3 proc. zysku z refundacji. Te środki będą przekazywane na konto Agencji Oceny Technologii Medycznych.

Prawo nie do wyegzekwowania
Przyjęta w kwietniu nowelizacja ustawy hazardowej została poparta niemal jednomyślnie przez posłów wszystkich ugrupowań, choć była skutkiem afery hazardowej, w którą zamieszani byli prominentni politycy PO.
Zmiany ostro krytykowali przedstawiciele firm z branży, narzekający na najwyższe w Europie podatki, zaporowe opłaty licencyjne, oraz pogwałcenie swobody gospodarczej. Ich zdaniem nowe regulacje tylko wzmocnią szarą strefę i ułatwią przejmowanie legalnego rynku zakładów bukmacherskich przez nielegalnych bukmacherów internetowych, którzy osiągają w Polsce obroty trzykrotnie wyższe od przychodów legalnego rynku. Urzędnicy resortu finansów byli odmiennego zdania.
Według ekspertów, mimo zakazu e-hazardu nie da się wyegzekwować respektowania przepisów od firm zarejestrowanych poza Polską, zwłaszcza tych, których siedzibą są raje podatkowe. Ze statystyk wynika natomiast, że co dwudziesty Polak jest systematycznym graczem, który oddaje się hazardowi częściej niż kilka razy w miesiącu.

Rodzina już nie na swoim
Nowelizacja przeforsowana głosami koalicji rządzącej przewiduje stopniowe wygaszanie programu Rodzina na swoim – wnioski na udzielanie preferencyjnych kredytów można składać tylko do końca przyszłego roku. Obniżona została także cena mieszkania, na kupno którego można dostać dopłatę.
W ten sposób państwo wycofuje się ze wspierania rodzin w możliwości kupienia własnego M. Poszerzono za to katalog osób, które mogą skorzystać z programu. Są to obecnie małżeństwa, w których jeden z małżonków skończył 35 lat (wcześniej obowiązywał limit wiekowy), a także single.

Szczegóły na http://www.money.pl/gospodarka/raporty/artykul/w;kampanii;obiecuja;cuda;ale;tych;glosowan;sie;nie;wypra,109,0,921709.html