Czemu ma służyć propozycja “zazieleniania”?

W propozycji KE zmian w polityce rolnej UE po 2013 r. jedną z najbardziej kontrowersyjnych kwestii – zaraz po nierówności dopłat – staje się propozycja zazieleniania. Rolnicy, którzy będą chcieli uzyskiwać płatności bezpośrednie w pełnej wysokości będą zobligowani do wypełniania trzech wymogów proekologicznych w ramach tego instrumentu.

Trzy wymogi proekologiczne to:
– zróżnicowanie upraw: rolnicy będą musieli uprawiać co najmniej 3 rodzaje upraw w roku, w tym areał żadnej z nich nie będzie mógł przekroczyć 70% całkowitej powierzchni gospodarstwa, a powierzchnia trzeciej uprawy nie będzie mogła wynosić więcej niż 5%;
– odłogowanie 7% gruntów ze względów ekologicznych. Powierzchnia odłogów będzie mogła zawierać m.in. ugory czy strefy buforowe;
– utrzymanie permanentnych pastwisk, przy czym producenci organiczni” będą wykluczeni z tego wymogu.
Jeśli nie wypełnią tych trzech kryteriów dopłaty zostaną obniżone o 30%.

Wcześniej pisaliśmy już o zazielenianiu w kontekście wątpliwości, jakie wzbudza nakładanie wymogu odłogowania 7% gruntów, mogących skutkować realnym ograniczeniem unijnej produkcji surowców rolnych, wydającej się być w jawnej sprzeczności z koniecznością zapewnienia wystarczającej ich ilości dla dynamicznie rozwijającego się przemysłu biopaliwowego.
Podkreślaliśmy też prawdopodobny spadek dochodów rolników oraz koszty związane ze skomplikowaniem systemu dopłat, w tym koniecznymi nakładami finansowymi na kontrole gospodarstw pod kątem stosowania kryteriów zazieleniania.

Zastrzeżenia wokół zazieleniania narastają. Zaprezentowane ostatnio badania polskich ekspertów potwierdzają ogóle poczucie, że potencjalne korzyści z tego instrumentu nie są takie oczywiste. W świetle analizy wykonanej przez prof. Pocztę* polscy rolnicy prawdopodobnie stracą na “greeningu”, gdyż wyłączenie tych kilku procent areału z uprawy może skutkować spadkiem dochodów.
Dochody rolników prawdopodobnie obniżą się zarówno, gdy będą spełniać kryteria zazieleniania – wówczas stracą na uprawie mniejszego areału, jak i gdy zdecydują się na niższe o 30% dopłaty bez konieczności wypełniania wymogów. Według prof. Poczty, jeśli wszyscy rolnicy zastosowaliby kryteria zazieleniania, to po odjęciu gruntów ugorowanych w dobrej kulturze (ok. 281 tys. ha), Polska musiałaby wyłączyć z produkcji ok. 422 tys. ha (co stanowi 4,4% powierzchni objętej wyłączeniem).
Ponadto zazielenianie może spowodować zwiększenie bezrobocia na obszarach wiejskich. Większe gospodarstwa przy zmniejszeniu areału upraw mogą zatrudniać mniej pracowników najemnych. W wątpliwość zostały także postawione korzyści z tego instrumentu dla środowiska. Zazielenianie może nie doprowadzić do spodziewanej ekstensyfikacji produkcji, ponieważ rolnicy będą starali się raczej ją intensyfikować, aby osiągnąć jak najwyższe plony, a co za tym idzie jak najlepsze wyniki finansowe. Poza tym wyłączenie niewielkich obszarów ziemi z produkcji – zarówno dobrych gleb, jak i gorszych – przy rozdrobnieniu polskiego rolnictwa – wpłynie negatywnie na ład przestrzenny i może nie poprawić relacji między rolnictwem, a środowiskiem.
Czemu więc ma tak naprawdę służyć instrument “zazieleniania”, skoro nawet korzyści dla środowiska z jego zastosowania poddawane są tak mocno w wątpliwość? Czy nie jest to czasami sposób na obniżenie dopłat przynajmniej dla części rolników?

* prof. dr. hab. Walenty Poczta: “Możliwe skutki wybranych propozycji pakietu legislacyjnego KE w sprawie przyszłości WPR po 2013 roku dla polskiego rolnictwa”
Źródło: Komentarz ekspertów FAMMU/FAPA