Na pierwszy rzut oka wygląda jak klasyczny przedni obciążnik. Taki, co to poprawia dociążenie osi, uspokaja traktor w transporcie i sprawia, że pług nie rwie przodu do góry. Ale kiedy podejdziemy bliżej i zajrzymy w specyfikację, okazuje się, że austriaccy inżynierowie postanowili zrobić coś więcej niż tylko kawał żelaza montowany na TUZ-a.
To AirPower – urządzenie, które zarówno dociąża i… produkuje sprężone powietrze. I nie jest to żaden gadżet do pokazania na targach, tylko całkiem sensownie przemyślany sprzęt użytkowy.
Obciążnik, który ma inne ambicje
Producent od razu uczciwie mówi: fakt, że AirPower pełni rolę przedniego obciążnika, to efekt uboczny, a nie główne zadanie. Sednem sprawy jest bowiem zintegrowany kompresor i zbiornik powietrza, które pozwalają mieć sprężone powietrze zawsze tam, gdzie jest potrzebne – w polu, w lesie, w transporcie. I to dużo.
Kto wozi przyczepy z pneumatycznymi hamulcami, zmienia ciśnienie w oponach, czy korzysta z narzędzi pneumatycznych, ten wie, że brak powietrza potrafi skutecznie popsuć dzień.
Co siedzi w środku?
AirPower występuje w kilku wersjach, ale idea jest ta sama: hydraulicznie napędzany kompresor + zbiorniki powietrza + solidna konstrukcja pełniąca rolę masy przedniej.
Do wyboru są:
Kompresory tłokowe o wydajności:
- 720 l/min przy 15 bar
- 1050 l/min przy 15 bar
Kompresor śrubowy:
- 2500 l/min przy 8,5 bar
Zasilanie? Proste i rolnicze – hydraulika z ciągnika oraz standardowe 12 V do sterowania.

Powietrze na zapas
Podstawowa wersja modułu ma 80 litrów pojemności zbiorników, ale to dopiero początek zabawy. System można rozbudować nawet do 260 litrów, dokładając:
- dodatkowy zbiornik 180 l montowany pod modułem,
- zbiorniki zintegrowane z płytami balastowymi.
Efekt? Spory zapas powietrza, który pozwala:
- szybko regulować ciśnienie w oponach ciągnika i przyczepy,
- zasilać hamulce pneumatyczne,
- pracować narzędziami pneumatycznymi bez szukania kompresora po obejściu.

A ile to waży?
I tu wracamy do tematu obciążnika. Masa własna modułu: 300–350 kg, ale mamy możliwość dołożenia do 3 płyt balastowych po 340–370 kg. W praktyce robi się z tego bardzo porządny przedni balast, który dodatkowo:
- ma zintegrowaną osłonę podwozia,
- może być wyposażony w reflektory robocze,
- posiada wysuwaną belkę do awaryjnego holowania.
Wersja kompaktowa – mniejsza, ale ciężka
Ciekawostką jest także wersja z 30‑litrowym zbiornikiem, która:
- waży aż 450 kg,
- pracuje do 15 bar,
- montowana jest na przedni TUZ,
- ma konstrukcję ze stali ocynkowanej.
Czyli mała skrzynka, a masy i funkcji jak w solidnym balu.

Dla kogo to ma sens?
To rozwiązanie raczej dla tych, którzy:
- często pracują w transporcie z przyczepami na pneumatykę,
- korzystają z regulacji ciśnienia w oponach,
- nie chcą wozić osobnego kompresora,
- i tak potrzebują przedniego obciążnika.
Wtedy AirPower przestaje być ciekawostką, a zaczyna być narzędziem, które po prostu robi robotę.
Austriacka inżynieria po chłopsku
Czy to rewolucja? Nie. Ale to bardzo sprytne połączenie dwóch potrzeb w jednym kawałku żelaza. Zamiast martwego balastu – urządzenie, które żyje, pompuje i jeszcze poprawia trakcję.
Patrząc na AirPower, aż chce się powiedzieć: “ktoś tu pomyślał”. A w rolnictwie, jak wiadomo, takie pomysły bronią się same – szczególnie wtedy, gdy oszczędzają czas, miejsce i nerwy.












