Mało kto wie, że Citroën próbował swoich sił w produkcji ciągników rolniczych. Efektem tych prac był niezwykle nowoczesny jak na swoje czasy Citroën Type J – maszyna z napędem 4×4, równymi kołami i silnikiem z Citroën Traction Avant zamontowanym… odwrotnie. Dlaczego ten odważny projekt nie trafił na pola i pozostał jedynie ciekawostką historyczną?
Kiedy pada nazwa Citroën, mało kto myśli o ciągnikach. A jednak Francuzi próbowali swoich sił w rolnictwie – i to z rozmachem, którego nie powstydziłby się żaden wizjoner. Zanim jednak doszło do najbardziej niezwykłego projektu, czyli powstał Citroën Type J, były próby skromniejsze.

Już w 1919 roku powstał mały ciągnik na bazie auta – B2, przeznaczony głównie do winnic. Kilkaset egzemplarzy trafiło do użytkowników i… na tym właściwie się skończyło. Potem przyszły eksperymenty z ciągnikami gąsienicowymi – ciekawymi technicznie, ale zbyt drogimi i mało praktycznymi dla przeciętnego gospodarstwa. Rolnictwo szybko zweryfikowało ambicje francuskich konstruktorów.
Tajny projekt z czasów wojny – narodziny Type J
Prawdziwa historia zaczyna się dopiero tuż przed II wojną. W 1939 roku Citroën rozpoczął prace nad nowym ciągnikiem. Wojna spowolniła rozwój, ale go nie zatrzymała. Po jej zakończeniu, w latach 1946–1947, powstało zaledwie kilka prototypów. Wszystko odbywało się w ciszy – w ośrodku badawczym w La Ferté-Vidame, z dala od ciekawskich oczu i jeszcze dalej od gazetowych nagłówków.

Citroen i ciągnik z przyszłości – cztery równe koła i napęd 4×4
Efektem tej pracy był ciągnik, który wyglądał jak przybysz z przyszłości. Miał cztery koła tej samej wielkości i napęd na wszystkie koła – rozwiązanie, które dziś wydaje się oczywiste, ale wtedy było niemal rewolucją. W czasach dominacji klasycznych konstrukcji z dużymi tylnymi kołami i napędem na jedną oś, Citroën postawił wszystko na jedną kartę.

Silnik z legendarnej osobówki, ale zamontowany „odwrotnie”
Pod maską znalazł się silnik z samochodu Citroën Traction Avant – model 11CV, o pojemności 1911 cm³– benzynowy, czterocylindrowy, dobrze znany. Jednak i tutaj nie obyło się bez inżynierskiej fantazji. Jednostkę zamontowano odwrotnie, przodem do tyłu. Nie był to kaprys, lecz próba rozwiązania problemu przeniesienia napędu na cztery koła.

Ciągnik testowany przez mnichów – cisza, spokój i zero przecieków
Jednym z najbardziej niezwykłych epizodów w historii Type J były jego testy. W 1947 roku jeden z egzemplarzy trafił do opactwa w Soligny-la-Trappe. Mnisi przez tydzień sprawdzali maszynę w praktyce. Wybór miejsca nie był przypadkowy – cisza, spokój i brak rozgłosu gwarantowały, że informacje o eksperymencie nie wydostaną się na zewnątrz. Trudno o lepsze laboratorium terenowe, jeśli nie chce się rozgłosu.
Dlaczego projekt nie trafił na pola?
Mimo odwagi konstrukcji i nowatorskich rozwiązań, projekt nie miał szans w powojennej rzeczywistości. Brak surowców, ograniczenia produkcyjne i skupienie firmy na samochodach osobowych skutecznie zamknęły temat. Nie bez znaczenia był też wybór silnika benzynowego w czasach, gdy rolnictwo coraz wyraźniej stawiało na oszczędne i mocne diesle.

Maszyna, która wyprzedziła swoje czasy
Tak zakończyła się historia ciągnika, który mógł wyprzedzić swoją epokę. Citroën Type J nigdy nie trafił do masowej produkcji i dziś pozostaje jedynie muzealną ciekawostką – jednym z tych „co by było, gdyby”.
I może właśnie dlatego budzi pewną nostalgię. Bo był dzieckiem czasów, gdy inżynierowie nie bali się ryzykować, odwracać silników i szukać własnych dróg, zamiast iść utartymi ścieżkami.
Dziś technika jest doskonalsza, bardziej dopracowana, ale rzadko kiedy aż tak odważna i może trochę nudna.
A Citroen Type J przypomina, że czasem największą wartością w maszynie nie jest to, ile wyprodukowano egzemplarzy – tylko ile odwagi włożono w jej powstanie. I przyznajcie jedno – ten ciągnik był po prostu piękny.














