fbpx

Chwast pod prądem. KRUS powinien za to dopłacić

Jak powszechnie w rolnictwie wiadomo, chwast na polu nie jest raczej zjawiskiem pożądanym. Od dawna starając się walczyć z tym przebiegłym dziełem natury, stosujemy najróżniejsze metody mechaniczne i chemiczne. Jednak uparty chwast często nadal rośnie, a wraz z nim nasza złość.

To może zacznijmy od początku. Po przygotowaniu pola zasiałeś i pełen nadziei czekasz, aż to, co za kilka miesięcy wyrośnie, będzie gotowe do zbioru. No a jak już dojrzeje, to łaskawa natura sprawi, że duży urodzaj przy zbiorach będzie zapychał ci kombajn, a kwintale wystrzelą i będą rosły szybciej od inflacji. Jednak jakoś tak się okazuje, że to tylko pobożne życzenia, bo jak to w życiu bywa, zawsze coś przeciwnego do naszych życzeń wyskoczy.

Samasz loteria - baner

Siejesz i pełen emocji czekasz. Pewnego dnia patrzysz, a tu coś na polu kiełkuje. Listek przebija się na powierzchnię, za chwilę drugi i stada, tabuny następnych jemu podobnych. Wspaniale? O nie, bo spoglądasz  dokładnie, a to chwast! Oczywiście to cholerstwo jest szybsze w kiełkowaniu niż twoje starannie posadzone ziarno i masz wrażenie, że zamiast zboża posadziłeś same chwasty. To może wkurzyć.

Rzecz jasna, nowoczesna agrokultura zna takie masowe “przypadki” i doskonale wie, jak sobie z nimi radzić. Bo z chwastem można walczyć  na kilka przemyślanych sposobów, których większość ma jakieś “ale”. Zacznijmy jednak od najpopularniejszego z nich.

Oprysk szkodzi na chwasty i na twoje nerwy

Gdy więc przyszedł czas na walkę z chwastami na twoim wspaniale obsianym polu, zapinasz do ciągnika posiadający całe tomy certyfikatów i licencji opryskiwacz. Następnie zalewasz go jakimś łagodnym środkiem bojowym, którego chwasty nie lubią (a przynajmniej jest tak napisane w długiej instrukcji działania środka) i jazda w pole. Oczywiście tu dopada cię przypadkowo przejeżdżający przez środek twoich zasiewów urzędnik sprawdzający, czy aby na pewno masz wszystkie wymagane atesty i aktualne prawko na opryskiwacz. Masz takowe, więc naiwnie myślisz, że na tym koniec problemów.

No ale nie, bo teraz zza krzaka wyskakuje stado brodatych aktywistów, którzy wymachując transparentami, robią “lajf na fejsa” i informują cię, że właśnie zabijasz im pszczoły, choć jest już wieczór i dawno poszły już spać. Pozbywszy się za pomocą ciepłych słów i ostrych narzędzi do ręcznego przemieszczania obornika aktywistów, już wydaje ci się, że spokojnie możesz pryskać. No ale nie, bo widząc, jak już zakładasz maseczkę ochronną, biegnąc na przełaj przez pole i depcząc zasiew, dopada cię reprezentacja miejskich mieszkańców wsi. Intensywnie zaczynają tłumaczyć, że nie możesz pryskać atestowaną chemią i takim opryskiwaczem na swoim własnym polu, bo ich zdaniem szkodzi to ich rasowym psom, za które dali 10 000 zł za szczeniaka. Ręce opadają.

Mechanika, czyli haczką w chwasta kontra ból pleców

Może właśnie dlatego coraz częściej wraca do łask metoda mechanicznego zwalczania chwastów. Coraz częściej widuje się na polach nowoczesne mechaniczne pielniki, które, co by nie mówić,  sprawdzają się znakomicie. Najlepsze z nich są wyposażone w kamery i w pewnym stopniu inteligentnie manewrują w rządkach zasiewu swoimi redlicami, skutecznie pozbywając się chwastów.

Ten znany od tysięcy lat mechaniczny sposób walki z zielonym plugastwem jest jednak tak skuteczny, jak celność trafień w chwasta samej haczki czy redlicy mechanicznego pielnika. Co tu ukrywać, już pokolenie naszych dziadków i kilka wcześniejszych wiedziało, że “pójść z haczką w buraki”, to najskuteczniejszy sposób na plewienie i nic nie zastąpi człowieka.

Jednak nie ma co ukrywać, że długotrwałe stosowanie narzędzia, jakim jest haczka, rodzi w nas pewien poważny problem – ból pleców. Zjawisko to nie jest obce większości ciężko pracujących rolników, a skuteczność leczenia tej paskudnej dolegliwości we własnym zakresie jest, co tu ukrywać, raczej mierna. Właśnie dlatego wymyślono sanatoria, do których w celach regeneracyjnych pracujących na roli kieruje instytucja zwana KRUS-em.

KRUS jak wiadomo, nie tylko dba o świetlaną przyszłość finansową rolników na słusznie zasłużonej emeryturze, ale także o ich zdrowie. Wszyscy chętni na pobyt w sanatorium, o ile potrafią jeszcze podnieść rękę z powodu bólu pleców, są kierowani na sanatoryjne leczenie. Tam bóle rolniczego krzyża i okolic, popularnie zwane lumbago, leczy się między innymi za pomocą przyklejenia do pleców plastrów-elektrod i przepuszczanie przez nie odpowiedniego w natężeniu prądu elektrycznego. Metoda ta zwana elektrostymulacją jest polecana i skuteczna i okazuje się, że taki prąd leczy.

Chwast pod prądem

Nieprzypadkowo wspominam o leczeniu prądem bólu pleców w kontekście odchwaszczania upraw i zasiewów. Okazuje się bowiem, że prąd elektryczny, poza leczeniem lumbago i zasilaniem waszych komórek, na których czytacie ten tekst, może także usuwać chwasty. I to niezwykle skutecznie dzięki pewnemu sprytnemu urządzeniu.

Mam tu na myśli system Xpower koncernu CNH, który za pomocą prądu elektrycznego potrafi niszczyć to, co określamy mianem chwastu. Technologia ta składa się z dwóch elementów, które zawieszamy na ciągniku. Z tyłu na TUZ-ie montujemy generator prądu napędzany wałkiem WOM i z przodu podwieszany zespół roboczy o szerokościach od 1,2 do 3m. Całość spięta jest oczywiście odpowiednio grubym kablem i posiada komputerowe oprogramowanie.

Ten przedni zespół roboczy przypomina nieco kosiarkę, ale pod jego osłoną znajduje się całe mnóstwo elastycznych metalowych pasków, które smyrają się po roślince, porażając ją prądem. Nie, nie pali to ziemi jak po ataku kosmitów, ale tylko przepuszcza przez chwast aż do jego korzeni wysokie napięcie, powodując tym jego natychmiastowe obumarcie.

A skąd prąd? No właśnie z generatora za ciągnikiem, który wytwarza prąd o odpowiednim napięciu i natężeniu. Czysto, skutecznie i wręcz humanitarnie. System Xpower wydaje się mieć same plusy, bo chwast już nie odrośnie, możecie go używać niezależnie od pory dnia (choć nocą fajnie wygląda, bo widać te wszystkie iskry), jest bezpieczny dla pszczół i nie wywołuje alergii u rasowych psów waszych sąsiadów. Jego praca nie przyciąga zlotu eko-aktywistów, no chyba, że zaciekawionych, o co w tym wszystkim chodzi.

Czy jest niebezpieczny? No nie bardziej niż niewłaściwe i zbyt zamaszyste operowanie haczką przy ręcznym pieleniu. Do jego obsługi wystarczy odrobina zdrowego rozsądku, krótkie przeszkolenie i, co widać na filmach instruktażowych, ładne żółte kalosze. Wbrew pojawiającym się plotkom, nie jest wymagana także koncesja Stowarzyszenia Elektryków Polskich.

Bardzo mi się podoba to niezwykłe rozwiązanie prądowego pozbywania się chwastów za pomocą Xpower. Szczególnie, że moim zdaniem KRUS powinien je potraktować jako element profilaktyki w zapobieganiu bólu pleców wśród rolników i dopłacać do takiej maszyny, a nawet ją refundować.

SDF baner ciągnik
Baner Syngenta
Baner webinarium konopie
POZ 2024 - baner

ZOSTAW KOMENTARZ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najpopularniejsze artykuły
NAJNOWSZE WIADOMOŚCI
[s4u_pp_featured_products per_row="2"]
INNE ARTYKUŁY AUTORA




ARTYKUŁY POWIĄZANE (TAG)

NAJNOWSZE KOMENTARZE

Newsletter

Zapisz się do Rolniczego Newslettera WRP.pl, aby otrzymywać informacje o tym co aktualnie najważniejsze w krajowym i zagranicznym rolnictwie.