reklama
Baner KABAT

reklama
Baner Yara

reklama
Baner BASF

Byli o krok od bankructwa. W tuczu świń uratowała ich kukurydza

Gdy gospodarstwo Ewy Szydłowskiej i jej męża znalazło się w bardzo trudnym momencie, pomogły dwie decyzje: zmiana żywienia trzody i odejście od drogich kredytów kupieckich. Największą ulgę przyniosło przejście na system mokry z dużym udziałem kiszonego, śrutowanego ziarna kukurydzy. Tekst opracowano na podstawie materiału Andrzeja Rutkowskiego (Tygodnik-rolniczy.pl) z wypowiedziami Ewy Szydłowskiej.

reklama
Baner SDF
reklama
Baner Horsch

Kukurydza pomogła im ograniczyć koszty

W gospodarstwie Ewy Szydłowskiej trzoda chlewna była od zawsze. Ostatnie lata były jednak bardzo trudne. Był ASF, był spór z zakładami mięsnymi, a do tego doszedł moment, w którym gospodarstwo otarło się o utratę płynności finansowej. Z tego kryzysu pomogło im wyjść mocne ograniczenie kosztów.

Najważniejsza zmiana dotyczyła żywienia świń. Rolnicy przeszli na system mokry z dużym udziałem kiszonego, śrutowanego ziarna kukurydzy. Dziś kukurydza zajmuje już połowę areału gospodarstwa, a ziarno po śrutowaniu trafia do rękawów foliowych, gdzie jest zakiszane.

reklama
Baner KIOTI

Jak mówi Ewa Szydłowska, taka pasza dobrze sprawdza się jako źródło energii dla świń. Jednocześnie pomaga ograniczyć problemy z przewodem pokarmowym, a to przekłada się na mniejsze zużycie antybiotyków i mniej upadków w stadzie. W części tuczu rolnicy częściowo zastępują też białko sojowe tańszym białkiem słonecznikowym, choć z soi całkiem nie rezygnują.

Zmienili też sposób finansowania

Drugim ważnym krokiem była zmiana podejścia do finansowania produkcji. Skoro na cenę żywca wieprzowego rolnicy nie mają wpływu, skupili się na tym, co mogą kontrolować. Zrezygnowali więc z drogich kredytów kupieckich, oferowanych m.in. przez firmy paszowe, i zastąpili je korzystniejszymi kredytami bankowymi.

Na czasie: “Tam karta jest już przegrana”. Na 100 ha połowa ozimin idzie w straty

W tuczu trzeba patrzeć szerzej niż na jeden cykl

Ewa Szydłowska podkreśla, że w produkcji świń trzeba nauczyć się żyć z rynkowymi górkami i dołkami. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale najważniejsze to nie wykonywać nerwowych ruchów i nie przerywać produkcji tylko dlatego, że jeden cykl wypada słabiej.

Gospodarstwo prowadzi z mężem od 26 lat, a on sam zajmuje się tuczem jeszcze dłużej. Przez ten czas nigdy nie zrezygnowali z produkcji. Opłacalność oceniają w dłuższej perspektywie, a nie po jednym rzucie czy jednym cyklu.

Patriotyzm konsumencki to nie wszystko

Rolniczka zwraca też uwagę na inną sprawę. Jej zdaniem przy sklepowej półce najczęściej decyduje cena, a nie pochodzenie produktu. W teorii patriotyzm konsumencki brzmi dobrze, ale w praktyce wielu kupujących po prostu sięga po to, co tańsze.

Dodaje jednak, że w niestabilnych czasach własna produkcja żywności nabiera większego znaczenia. Jeśli kiedyś doszłoby do zerwania łańcuchów dostaw, krajowe rolnictwo stałoby się kwestią realnego bezpieczeństwa żywnościowego, a nie tylko konsumenckiego wyboru.

Źródło: Tygodnik-rolniczy.pl

2 KOMENTARZE
  1. Niestety patrząc całościowo, również należałoby uznać pszenicę za truciznę bo od pierwotnej formy genetycznej dzieli ją prawie wszystko… :)
    Myślę, że brak wiedzy powoduje właśnie, że ściągamy żywność z zagranicy zamiast ja produkować.
    Mamy dobrą żywność tylko nie wspierani tego co nasze…

  2. Fajnie, tylko z punktu widzenia konsumenta kukurydza to trucizna. Nawet kiedy przejdzie przez organizm świni. Nie ma się co dziwić, że jest eksplozja chorób skoro to co jemy czyli mięso, jajka, chleb jest pędzone w sposób przemysłowy.

ZOSTAW KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Przeczytaj także

None found

Najpopularniejsze artykuły

None found

ARTYKUŁY POWIĄZANE (TAG)
INNE ARTYKUŁY AUTORA




NAJNOWSZE WIADOMOŚCI