Bubel-ustawa

Prezydent zapowiada – nie podpiszę ustawy o GMO.

Po środowych konsultacjach z ekspertami w sprawie ustawy o nasiennictwie prezydent Bronisław Komorowski jest zdania, że proponowane przepisy to bubel prawny. W spotkaniu uczestniczyli m.in.: prof. Karol Duczmal (Polska Izba Nasienna), prof. Michał Kleiber (Polska Akademia Nauk ), prof. Marek Krawczyk (Uniwersytet Medyczny w Warszawie), prof. Katarzyna Lisowska (Instytut Onkologii w Gliwicach), prof. Ewa Rembiałkowska (Zakład Żywności Ekologicznej Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji, SGGW), prof. Tomasz Twardowski (Instytut Chemii Bioorganicznej PAN), prof. Piotr Węgleński (Instytut Biotechnologii i Genetyki UW), prof. Ewa Zimoch-Guzowska (Komitet Fizjologii, Genetyki i Hodowli Roślin PAN).

Według głowy państwa do ustawy dołączono kontrowersyjne zapisy dotyczące upraw organizmów modyfikowanych genetycznie, zabrakło natomiast poważnej debaty publicznej. Ale decyzji o zawetowaniu ustawy prezydent jeszcze nie podjął. Ma na to czas do 24 sierpnia.

Jak podaje Informacyjna Agencja Radiowa, Komorowski przyznaje, że jest zwolennikiem GMO i jego zdaniem nie ma żadnych naukowych dowodów, iż rośliny modyfikowane genetycznie są szkodliwe.

Prezydent wystosował do premiera Donalda Tuska list z prośbą o przekazanie dodatkowych stanowisk ministerstw w sprawie wpływu przyjętych przez Sejm rozwiązań na zdrowie, stan środowiska i bezpieczeństwo ekologiczne.

Ustawa, jeszcze na poziomie prac w parlamencie, wzbudzała wiele kontrowersji. Chodzi przede wszystkim o to, że nie zakazuje upraw genetycznie modyfikowanych. Przeciwko tej ustawie kilkakrotnie protestowały organizacje ekologiczne.

Współczesna nauka nie podaje jednoznacznej odpowiedzi, czy rośliny GMO wytworzone poprzez inżynieryjno-genetyczne zabiegi, w znaczny sposób zmieniające właściwości morfologiczne, fenotypiczne czy technologiczno-użytkowe roślin mogą być szkodliwe dla człowieka. I trudno się temu dziwić. Genetyka jest na tyle młodą nauką, że jej produkty istnieją krócej niż ludzkie pokolenie je wytwarzające. Ocena przydatności handlowej roślin GMO przeznaczonych do spożycia według standardów FAO, WHO i OECD zakłada, że rośliny modyfikowane wykazujące znaczne podobieństwa do roślin pierwotnych, mogą być uznawane za pierwotne. Kryterium podobieństwa zakłada m.in. analizę składu chemicznego i mikrocząsteczkowego. Brak jednak odpowiedzi, na pytanie czy populacja np. rzepaku GMO pozbawionego kwasu erukowego, po kilkudziesięciu pokoleniach nie zacznie produkować aminokwasów szkodliwych dla człowieka, lub takich, które w procesie przetwarzania (np tłoczenia na gorąco) nie będą łączyły się w złożone związki chemiczne niewystępujące w naturze.
Kolejnym ważnym, kto wie czy nie najważniejszym czynnikiem jest fakt, że rośliny GMO wykazują dość silną latencję genów (nieujawnienie się genu lub genów w fenotypie pomimo ich obecności w genomie) odpowiedzialnych za reprodukcję, czyli innymi słowy, zasiew z własnego materiału siewnego nie wyda, lub wyda słaby plon. Skutkiem tego, kolejne pokolenie roślin może być wysiane jedynie z materiału kwalifikowanego, zakupionego przez producenta w wyspecjalizowanych firmach.

Akcja OCALIĆ POLSKIE NASIONA
Trudno odmówić racji Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi, która twierdzi, że głównym aspektem zagadnienia jest aspekt ekonomiczny. Już teraz na całym świecie aż 67% wszystkich nasion jest w rękach tylko 10 korporacji. Nasiona GMO są narzędziem kontroli całego łańcucha żywnościowego przez korporacje i powiązanych z nimi polityków. To jak nietrudno się domyślić, jest głównym i jakże często pomijanym aspektem zagadnienia.

Daniel Alankiewicz
Agronews, Rocznik PZH tom 49 nr 3, 1989

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany, podajesz go wyłącznie do wiadomości redakcji. Nie udostępnimy go osobom trzecim. Nie wysyłamy spamu.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem*.
Please enter your name here
Please enter your comment!

Polityka Prywatności