Kupiony za cenę złomu, odbudowany w dwa miesiące i dziś regularnie pracuje na 70 hektarach. Historia Bizona Z056 z 1986 roku pokazuje, że stara technika z Płocka wciąż może być opłacalnym narzędziem w gospodarstwie.
Cztery tysiące złotych za kombajn zbożowy? Brzmi jak żart, ale w tym przypadku to czysta rolnicza rzeczywistość. Bizon Z056/4 z 1986 roku trafił do gospodarstwa właśnie za taką kwotę – w stanie dalekim od ideału, ale z potencjałem, którego nie widać na pierwszy rzut oka.
Maszyna była klasycznym przykładem „złomu z duszą”. Z zewnątrz – zmęczona życiem, miejscami przegryziona przez rdzę. Ale najważniejsze elementy były na miejscu: silnik, układ napędowy i młocarnia nadawały się do odbudowy. A to w przypadku Bizona połowa sukcesu.
Dwa miesiące pracy zamiast kredytu
Remont trwał dwa miesiące i – jak to zwykle bywa – pochłonął więcej czasu niż pieniędzy. Całkowity koszt renowacji, wraz z zakupem kabiny, zamknął się w kwocie około 20 000 zł. W zakres prac weszły m.in. wymiana zużytych elementów roboczych, nowe pasy, odświeżenie blach i doprowadzenie układów do stanu używalności, no i poważny przegląd silnika.

Nie było tu miejsca na luksusy ani nowoczesne rozwiązania. Była za to szlifierka, zestaw kluczy i zdroworozsądkowe podejście. Czyli dokładnie to, co Bizon lubi najbardziej.
Zobacz także: Kosili nim dziadek, ojciec i syn. Ten Bizon pracował 40 lat bez większych napraw
Szybki zwrot inwestycji
Najciekawsze w tej historii jest jednak to, że poniesione koszty zwróciły się już po jednym sezonie. Kombajn pracuje obecnie na około 70 hektarach rocznie, z czego większość stanowi kukurydza.
Przy takich areałach własna maszyna eliminuje koszty usług, daje niezależność i pozwala reagować na warunki pogodowe. A to w praktyce oznacza realne oszczędności, które szybko pokrywają wydatki na remont.

Stara technika nadal ma sens
Ten przypadek dobrze pokazuje, że stare Bizony wciąż mogą być racjonalnym wyborem – pod warunkiem, że trafimy na egzemplarz z „dobrym szkieletem” i mamy odrobinę zaplecza warsztatowego.
Bo Bizon to maszyna prosta. Nie obraża się na kurz, nie potrzebuje komputera diagnostycznego i w większości przypadków daje się naprawić we własnym zakresie. W zamian wymaga jednego: czasu i zaangażowania.
Wniosek z pola
Zakup za 4000 zł i inwestycja rzędu 20 000 zł mogą dziś wydawać się ryzykowne. Ale jeśli maszyna po remoncie pracuje i zarabia – rachunek jest prosty. W tym przypadku Bizon nie trafił na złom. Trafił tam, gdzie jego miejsce – w pole. I jak widać, dalej robi swoje.
Masz w gospodarstwie Bizona, Ursusa albo inny ciągnik, z którym wiąże się wyjątkowa historia? Opowiedz nam o nim. Napisz, skąd się wziął w Twoim gospodarstwie, przy jakich pracach towarzyszył Ci przez lata i dlaczego wciąż zajmuje w nim szczególne miejsce. Najciekawsze historie opiszemy na łamach portalu WRP.pl. Czekamy na Twoją wiadomość: m.wasak@agrohorti.pl















W obecnych realiach rynkowych to najmądrzejsza decyzja, ja za koszenie 30ha kukurydzy musiałbym zapłacić 18 000 zł, kupiłem polską przystawkę do kukurydzy do bizona rekorda za 30 000, kombajn spalił paliwa za 3 tys, a 15 tys zostało jeszcze jeden sezon i się zwróci, w starym sprzęcie najlepsze jest to że ewentualne awarie nie kosztują kroci