Amobil, czyli węgierskie dziecko romansu MTZ i Perkinsa

Jak połączyć wschodnią technologię MTZ Belarusa z nowoczesnym silnikiem Perkinsa? To pytanie zadał sobie pewien Węgier András Kovács, i wiecie co? Udało mu się. I tak powstał Amobil – węgierskie leczo, mix niemożliwości, które się udały.

reklama
Baner SDF
reklama
Baner BASF
reklama
Baner Kabat

Na Węgrzech rolnictwo od zawsze było sprawą poważną. Nie hobbystyczną, nie „po godzinach”, tylko na serio – jako jedna z istotnych gałęzi gospodarki. A skoro rolnictwo poważne, to i maszyny musiały być konkretne.

Przez lata po węgierskich polach królowały rodzime konstrukcje spod znaku Dutra i ciężkie, charakterne maszyny z logo Rába. Równolegle bardzo dobrze miał się też MTZ Belarus – prosty, tani i do bólu mechaniczny.

reklama
Baner Joskin
reklama
Baner JCB

No tyle że MTZ był (i właściwie nadal jest) konstrukcją, która w niektórych dziedzinach odstaje. Komfort – wiadomo. Ergonomia – umówmy się – dla prepersów. Emisja spalin – temat, który pod koniec lat 90. coraz częściej wracał jak bumerang.

reklama
Baner Hajsiwo

I tu wchodzi na scenę pewien węgierski przedsiębiorca, dealer MTZ-ów, człowiek, który najwyraźniej pomyślał: „A gdyby tak zrobić mały techniczny romans Wschodu z Zachodem?” Można by to dziś nazwać wprost – swapem.

reklama
Baner Danko

Tak zaczyna się opowieść o marce Amobil.

reklama
Baner Saatbau

Recepta? Prostsza niż leczo. Pomysł był dziecinnie prosty, ale jak to zwykle bywa – diabeł tkwił w szczegółach.

  • Weź sprawdzoną konstrukcję MTZ Belarus serii 800.
  • Wyjmij jej silnik.
  • Wstaw w jego miejsce jednostkę Perkinsa.

Zrób nową, zgrabną maskę – najlepiej w kolorze, który widać aż z Wiednia.

  • Dopracuj kilka detali, popraw wykończenie i gotowe.

I żeby nie było – to nie był żart ani garażowa przeróbka. Około roku 2000 rolnictwo, także na Węgrzech, chłonęło takie rozwiązania w ciemno. Sprawdzona, poradziecka mechanika plus nowoczesny, zachodni silnik? To był przepis na sukces z bąbelkami. Musowany sukces.

I rzeczywiście – Amobil idealnie wpasował się w ówczesny rynek. Rolnik dostawał ciągnik, którego się nie bał, z silnikiem, który brzmiał bardziej „europejsko” i dawał większy spokój w kwestii norm i kultury pracy.

Amobil – dwa modele – jedna filozofia balansu konstrukcji

Powstały dwa podstawowe modele:

Amobil AT 804

  • Silnik: Perkins 1004-42
  • 4 cylindry, rzędowy diesel
  • pojemność ok. 4,0 l
  • moc około 80 KM (60 kW)
  • ok 300 Nm

Amobil ATD 1004

  • Silnik: Perkins 1004-40T (z turbosprężarką)
  • 4 cylindry, 4,0 l
  • turbodoładowanie
  • moc około 100 KM (75 kW)

Brzmi nowocześnie? Owszem. Ale tu jest najciekawsza rzecz, bo pojawia się pytanie: Czy to było rewolucyjne? I tak, i nie.

Przepis na węgierskie leczo? Dobrze dobierz składniki (czyli silnik)

Moce silników Perkinsa oraz ich momenty obrotowe nie odbiegały znacząco od „oryginalnych” jednostek białoruskich montowanych w serii 800. To nie był nagły przeskok. To nie był Maluch z silnikiem bolidu Formuły 1. I bardzo dobrze.

Bo dzięki temu:

  • sprzęgło nie dostawało nerwicy,
  • przekładnia nie zaczynała śpiewać pod obciążeniem,
  • tylny most nie prosił o litość.

Krótko mówiąc – zachowano balans konstrukcyjny. Ciągnik pozostał trwały, a układ napędowy nie był przeciążony ponad to, do czego został zaprojektowany w Mińsku.

Dlaczego Amobil miał sens?

Na przełomie wieków wielu rolników chciało:

  • czegoś prostego,
  • czegoś naprawialnego młotkiem i kluczem 19,

ale jednocześnie z silnikiem, który:

  • lepiej pali,
  • ciszej pracuje,
  • łatwiej spełnia normy,
  • ma lepszą opinię na Zachodzie.

Perkins dawał kulturę pracy i „papierową wiarygodność”, MTZ dawał żelazną odporność na realia gospodarstwa. Amobil był kompromisem – i to kompromisem całkiem rozsądnym.

Węgierski pragmatyzm

Nie była to wielka rewolucja przemysłowa. Produkcja była stosunkowo niewielka, marka nie przetrwała próby czasu i globalnej konkurencji. Ale jako koncepcja – była logiczna.

Węgrzy pokazali, że zamiast budować wszystko od zera, można wykorzystać sprawdzoną bazę i dołożyć element, który realnie podnosi wartość użytkową. Dziś nazwalibyśmy to platformą modułową. Wtedy to był po prostu zdrowy rozsądek.

reklama
Baner Sumi Agro

I co z tego zostało?

Amobil nie stał się potęgą eksportową. Nie zdetronizował MTZ-a. Nie wygryzł zachodnich marek. Jednak zostawił po sobie ciekawy ślad w historii techniki rolniczej – jako przykład, że między Wschodem a Zachodem można było zbudować całkiem udany most.

Most z żeliwa Belarusa, stali i czterech cylindrów Perkinsa.

A to, proszę Państwa, w rolnictwie zawsze brzmi dobrze.

5 KOMENTARZE
  1. Mam Belarus 952… Musiałem wybierać albo on albo pętla u szyi z kredytem w banku na wiele lat i ciągnik używany, który w każdej chwili może paść…

    Mam wszystko pod ten ciągnik… Jestem niezależny w polu. Ciągnik prosty niczym c360 głośny i mało komfortowy ALE pracuje jak inny 90 konny.

    Wiem jest politycznie niepoprawny jak ten od snUSA…

  2. Shogun ale wiesz że problemy z mtz są przez silnik? A kto Ci powiedział że silnik Perkinsa jest zły? Jak nie umie się w minimalnym stopniu dbać o niego to moment siadzie

  3. Wyrzucić z MTZ to co jest jego najmocniejszą stroną. Czyli pancerny, ekonomiczny i tani w eksploatacji silnik. Wymienić na badziewnego Perkinsa… I jeszcze chwalić pomysłowość…

  4. Silnik to akurat nie był największy problem MTZta, zwłaszcza w tamtych czasach… Co z tego że wrzucili Perkinsa 4.0, jak skrzynia, mosty, podnośnik, WOM, przodek i kabina zostały z MTZta :( to już bym wolał dokręcić skrzynie i kabinę z fiata do silnika mtz, tylko że poskładanego na trzeźwo i na dobrym osprzęcie

ZOSTAW KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Przeczytaj także

None found

Najpopularniejsze artykuły

None found

ARTYKUŁY POWIĄZANE (TAG)
INNE ARTYKUŁY AUTORA




NAJNOWSZE WIADOMOŚCI