Aktywny rolnik – wsparcie czy chomąto? „Gospodarstwo 12 ha nie ma prawa istnieć”

– Po zsumowaniu wszystkich kryteriów liczba rolników spełniających kryteria „aktywnego rolnika” wynosi około 570 tys. Pozostaje grupa około 660 tys. rolników, którzy musieliby udokumentować prowadzenie działalności rolniczej. W tej grupie aż 78% to gospodarstwa o powierzchni do 5 ha – twierdzi Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi. 

reklama
Baner corner
reklama
Baner Amazone

Podczas wczorajszego spotkania w Centrum Dialogu przedstawiciele rolników spotkali się z przedstawicielami Ministerstwa Rolnictwa by rozmawiać o uregulowaniu statusu rolnika w kontekście wsparcia finansowego z budżetu Wspólnej Polityki Rolnej. 

Aktywny rolnik „z automatu” 

Propozycje Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi przedstawiła dyrektor Departamentu Płatności Bezpośrednich Joanna Czapla.  

reklama
Baner Kioti
reklama
Baner Agromix

– W pierwszym kroku warto rozważyć przyjęcie kryteriów, które pozwolą automatycznie przyznać status aktywnego rolnika. Nasza propozycja jest taka, aby dotyczyło to po pierwsze zarejestrowanych w ARiMR. Po drugie objęłoby to rolników posiadających zwierzęta zarejestrowane w IRŻ, korzystających z płatności związanych z hodowlą zwierząt – tu jednak pojawia się pytanie o wielkość minimalnej obsady zwierząt: czy powinno to być 0,3 DJP, czy może 0,1 DJP. Automatycznie zakwalifikowani zostaliby również rolnicy wnioskujący o płatności do produkcji roślinnej, ponieważ z reguły posiadają umowy kontraktacyjne. W tym kryterium mieszczą się również rolnicy korzystający z ekoschematów (w tym roku ok. 440 tys.), choć raczej nie z ekoschematów typu “rośliny miododajne” czy “grunty wyłączone z produkcji – mówiła dyr. Czapla. 

Jak udowodnić bycie rolnikiem? 

– Po zsumowaniu wszystkich kryteriów liczba rolników spełniających te warunki wynosi około 570 tys. Pozostaje jednak grupa około 660 tys. rolników, którzy musieliby udokumentować prowadzenie działalności rolniczej. W tej grupie aż 78% to gospodarstwa o powierzchni do 5 ha – wyjaśniała Joanna Czapla. 

reklama
Baner Bayer
reklama
Baner Stihl

– Tu pierwszym kryterium mogłyby być koszty prowadzenia działalności. Należałoby określić rodzaje kosztów, obejmujące głównie środki bezpośrednie, nawozy, środki ochrony roślin oraz pracę najemną. Możliwe jest także ustalenie minimalnego poziomu kosztów, np. powyżej stawki PWD (około 483 zł/ha) lub kosztu koszenia (220–300 zł/ha). Drugim kryterium uzupełniającym mogłyby być przychody, choć ich określenie jest trudniejsze z uwagi na zmienność w zależności od roku. Można rozważyć uwzględnienie umów dzierżawy czy kontraktacji jako wskaźników przychodów – zakończyła prezentację dyrektor Departamentu Płatności Bezpośrednich.  

Wyższe minimalne koszty

– Chwała, że idziemy ku temu, żeby skończyć patologię – powiedział Konrad Krupiński, reprezentujący Ruch Gospodarstw Rodzinnych. – Tylko, co to jest koszt koszenia 200-300 zł? To mulczowanie ekologów? Jeżeli GUS wylicza nasze dochody na poziomie 5,5 tys. zł. to minimalny koszt powinien być 1000 zł, bo nie jest problemem znaleźć faktury, ale za nie zapłacić. Warto by było spojrzeć na paliwo rolnicze, bo żaden urzędnik w gminie nie sprawdza, czy lekarz, który jest właścicielem ziemi, ma ciągnik na stanie, czy bierze dopłatę do land cruisera. 

Dołącz do naszego kanału nadawczego “Polityka rolna bez cenzury” na Facebooku WRP: kliknij tu i dołącz. Bądź na bieżąco!

Wystarczy kryterium dochodów i przychodów? 

Grzegorz Majewski z Ruchu Młodych Farmerów zaproponował, aby przyjąć tylko jedno kryterium:  

– Rozumiem, że definicja ma sprawić, że dopłaty trafią do właściwych osób. W takim razie moim zdaniem najlepsze jest kryterium dochodów i kosztów, bo każdy rolnik, który produkuje, ma koszty i dochody: przyjęcie pułapu 50% kosztów i dochodów byłoby najprostszym rozwiązaniem, to każdy jest w stanie udokumentować, nawet rolnik ryczałtowy. Zróbmy to nierewolucyjnie, ewolucyjnie, w ramach kontroli Agencji. 

Czytaj również: Czas położyć kres uzależnieniu od rosyjskich nawozów. Europa musi być konkurencyjna

Czy definicji aktywnego rolnika żąda Komisja Europejska? 

Damian Murawiec z Oddolnego Ogólnopolskiego Ruchu Rolników zapytał ministra Siekierskiego, po co w ogóle o tym rozmawiać? “Dlaczego teraz wypływa ten temat, gdy mamy polską prezydencję i wg nas powinno się rozmawiać o czymś innym? Czy istnieją prawne zobowiązania UE?” – zapytał Murawiec, czym wywołał irytację ministra Siekierskiego: 

– Nie ma żadnych zobowiązań – odpowiedział minister, wyraźnie zdenerwowany. – Jedni mówią, że za wcześnie o tym rozmawiamy, inni, że za późno, ale teraz, w okresie zimowym jest dobry czas na te rozmowy – tłumaczył. 

„Aktywny rolnik” konfliktuje rolników 

Mariusz Gołębiowski (przewodniczący ZZR Ojczyzna) stwierdził, że próba wprowadzenia tej definicji to konfliktowanie rolników: 

– To bardzo konfliktuje rolników małych z dużymi. Ci więksi chcieliby, żeby jak najszybciej to wprowadzić; ja reprezentuję ścianę wschodnią, tu jest b. dużo małych gospodarstw. Duży problem jest też z KRUS, bo 660 tys. gospodarstw będzie… 

W tym momencie przerwał mu minister Siekierski: 

– Nikt nie ma na tym stracić, a część osób na tym zyska – ci, którzy wydzierżawią, będą mogli korzystać z KRUS, nie tracą tego. Rozróżniajmy właścicieli działek rolnych od właścicieli małych gospodarstw, które w większości są aktywnymi gospodarstwami, bo prowadzą produkcję; często są gospodarstwa osób starszych, lub dwuzawodowe. Bardzo ostrożnie operujmy pojęciem patologii, bo chcemy niwelować tych, którzy wykorzystują własność do pobierania dopłat, a nie 660 tys. rolników – wiemy, że jeśli ktoś ma 2 ha i zbiera zboże do potrzeb wewnętrznych, to też ma inne koszty; proszę o podejście, które nie dzieli, lecz likwidowało rzeczywistą patologię – z gniewem mówił minister Siekierski. 

„Rolnicy z Marszałkowskiej” 

Sytuację próbował uspokoić przewodniczący ZZR Samoobrona Marek Duszyński, chwaląc ministra za “dobrą robotę”: 

– Takie rozmowy chwalę, że rozmawiamy rzeczowo, bo tyle laty czekaliśmy na tę definicję. Panowie, zadawajcie krótkie pytania, po co się rozgadywać – pytania można przesłać mailem.  

Adrian Wawrzyniak, NSZZ RI Solidarność zwrócił uwagę na fakt, że za aktywnych rolników nie powinni zostać uznani “rolnicy z Marszałkowskiej”, posiadający setki hektarów. Poprosił ministra, aby do projektu włączyć zasadę cappingu, wyłączającą z dopłat bezpośrednich gospodarstwa powyżej 300 ha.  

Dyskryminacja spółdzielców 

Łukasz Zbonikowski, Krajowy Związek Rolniczych Spółdzielni Produkcyjnych stwierdził, że rozmowa o aktywnym rolniku nie ma sensu: 

– Co Ministerstwo chce osiągnąć? Czy chcemy zmniejszyć pulę dopłat? Nie, bo są do hektara, ile zaoranych i obsianych, tyle powinno być dopłat – ci rolnicy, którzy zacierają ręce, że przejmą dopłaty 660 tys. rolników, mylą się – nawet jeśli będziemy legalnie dzierżawić, właściciel zażąda większego czynszu.  

Dodał też, że obecne propozycje dyskryminują rolników należących do spółdzielni, a jest ich 8,5 tys. 

Każdy potrafi przedstawić faktury 

Michał Zarzecki, przewodniczący ZMW stwierdził, że jeśli kryterium mają być koszty, to powinny wynosić min. 500 zł na hektar, natomiast obsada zwierząt powinna być ustalona na poziomie min. 0,3 DJP.  

– Takie koszty ponosi każdy, nawet rolnicy ryczałtowi: skoro potrafią przedstawić faktury, gdy chcą dopłaty do nawozów czy paliwa, to będą potrafili i w tej sprawie – po prostu dziś, zamiast wziąć paragon rolnik weźmie fakturę. Konieczne jest natomiast, żeby uznać, że niemożliwe jest to w przypadku wystąpienia siły wyższej i nadzwyczajnych okoliczności. 

Rolnik aktywny to rolnik korzystający ze wsparcia WPR 

Wiktor Szmulewicz, prezes KRIR przypomniał, że temat aktywnego rolnika poruszany jest od lat na każdym spotkaniu. Zaproponował, aby rozwiązać ten problem na zasadzie wyboru przez rolnika kryterium, z pozytywnej listy kryteriów. Natomiast sama definicja jest konieczna – przy czym znów powiązał to z dzierżawą gruntów: 

– Nie chodzi o dopłaty bezpośrednie: problemem są możliwości inwestycyjne rolników, którzy nie mogą kupić większego traktora, wybudować większej obory, bo nie mają areału. 

Oddzielić rolników od darmozjadów 

Sławomir Izdebski, przewodniczący OPZZRiOR powiedział, że definicja jest niezbędna: 

– Od wielu lat walczymy o oddzielenie rolnika od darmozjada. Niech dzierżawcy płacą za hektar, ile chcą, ale podpisuję umowę i staję się pełnomocnym użytkownikiem gruntów – bo dziś dochodzi o przestępstw w majestacie prawa, bo Kowalski składa wniosek o zwrot suszowego za kukurydzę, której nie uprawia – to jest patologia. Sam znam taki przypadek, bo rolnik miał kukurydzę na 70 ha, wszystkie dzierżawione, wszystko dotknęła susza i nie otrzymał żadnego odszkodowania. 

Gospodarstwo 12 ha nie ma prawa istnieć? 

Zdecydowanie za wprowadzeniem nowej definicji był także Wiesław Gryn (Porozumienie Rolnicze) który stwierdził, że w Polsce jest za dużo gospodarstw. 

– Niemcy mają trzysta parę tys. gospodarstw, w ciągu 10 lat mają zejść do stu tys., a średnia powierzchnia ma być 160 ha; Czechy, Słowacja mają bardzo duże gospodarstwa, Francja chce w 10 lat zwiększyć powierzchnię o połowę, na Ukrainie gospodarstwo 500 ha w ciągu 3 lat przestanie istnieć, bo się nie opłaci. Tymczasem w Polsce mamy większość gospodarstw 12 ha – takie gospodarstwo nie ma prawa istnieć z powodów ekonomicznych. Prof. Walenty Poczta mówi, że w Polsce jest przestrzeń dla 90 tys. gospodarstw, bo nie będzie komu na polach pracować. Ustawa o rolniku aktywnym urealni rzeczywistość i zmniejszy koszty produkcji. Ja teraz uprawiam pole za 4 “rolników”: policjanta, nauczyciela, konserwatora ze szkoły, sprzedawcę komórek – wszyscy to “młodzi rolnicy” Czy nie dałoby się do tej ustawy dopisać, żeby dać bonus gospodarstwom za wygaszenie produkcji? Dopłatę za 5 lat… ja się godzę, że nie będę tej dopłaty miał przez 5 lat – powiedział Wiesław Gryn. 

Konsultacje czy pozory? Ostrzeżenie dla rolników

Ostro odezwał się Paweł Toporek, jeden z liderów protestów rolniczych i uczestnik rozmów w Jasionce. Odnosząc się do tych rozmów ostrzegł obecnych na sali rolników, żeby uważali na to, co mówią:  

– W Jasionce odbębniono rozmowy – mieliśmy obiecane, że będziemy mogli wyjść, przedzwonić, skonsultować z rolnikami protestującymi, czy się zgodzimy, czy nie – a mieliśmy chamsko zakazane dzwonić i się konsultować; czy pan zaprzeczy temu, panie ministrze?  

Wywołany do odpowiedzi minister próbował zachować twarz: – Pewnie to prawda, choć nigdy niczego nie ograniczamy, przecież pan wie, że dziś dajemy dokumenty, że to nie jest dyskusja ostateczna – tłumaczył się minister, po czym przeszedł do obrony: – W Jasionce słyszałem epitety, jakie leciały w moją stronę. Niech pan mówi do rzeczy. 

Paweł Toporek kontynuował: – Odnośnie aktywnego rolnika – porozmawiajmy o tym z rolnikami, bo sami nakładamy sobie chomąto. Ostrożnie z tym, bo będzie jeszcze więcej papierów a ta rozmowa będzie uznana za konsultacje i będzie, że wszystko zostało uzgodnione – podsumował Toporek. 

Pytania i uwagi w sprawie “aktywnego rolnika” można przesyłać do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi e-mail na adres: sekretariatdpd@minrol.gov.pl (Departament Płatności Bezpośrednich) 

40 KOMENTARZE
  1. Gdzie są Ci co płakali że dopłaty są dla miastowych zeby mieli tańszą żywność?
    Przecież można wprowadzić dopłaty zamiast obszarowe to do produktów rolnych. Do litra mleka, tony zboża, kg żywca,…
    …ale było by to nie na rękę ludziom którzy głosują na główny nurt porozumienia (obecnie rządzący POPiS)
    Gdzie sprawiedliwość, zachęcali żeby towary sprzedawać bezpośrednio a teraz mówią że to się nie liczy. Wiesław Gryn nie rozumie w mojej opinii że bezpieczenstwo żywnościowe można zbudowac na dwuzawodowcach. Oni w razie kryzysu mają inne źródło dochodu. W razie braku na rynku jakiegoś towaru łatwo przestawiają profil produkcji… ale co tam lepiej ich nie dotować bo może będzie wiecej ziemi do dzierżawy a nawet przejęcia czy jeszcze wywłaszczenia…
    Tanie zboże to trochę pochodna likwidacji hodowli glownie przez biurokrację i brak walki z ASF.

  2. Zabrać dopłaty wszystkim.
    Mam 8ha i też chciałbym zwiększyć areał.
    Dlatego powinni wprowadzić limity w posiadaniu ziemi.
    Choć i to już obchodzą w przetargach z KOWR, poprzez rozdzielność majątkową

  3. Mam 8 ha. i nie widzę problemu żeby udowodnić koszty 500zl/ha. Jeżeli obrabiam ta ziemię to tylko problem w tym że trzeba zadać fakturę zamiast paragonu.

  4. A ja jestem za naturalnym rolnictwem i ochrona małych rodzinnych gospodarstw bo tylko one nie prowadzą do wynaturzenia rolnictwa w którym krowy zapładnia się sztucznie,cielęta karmi się czymś co nie jest mlekiem krowy,prosiaki leżą z maciora na gołym betonie lub na kratach ,krowy żyją 5 lat zamiast 20 i dają zamiast mleka zaj- zair ,opryski niszczą pszczoły ,miód zabiera się pszczołom i karmi się je syropem glukozowo -fruktozowym co później nazywa się miodem itd. Zachłannych chamów czas ukrócić i wprowadzić na całym obszarze rolnictwo ekologiczne i tylko tych rolników nagradzać a z resztą się pożegnać

  5. Spokojnie Panie i Panowie.Te prawdziwe małe gospodarstwa same znikną.Większość właścicieli to kawalerowie albo tuż przed emeryturą.Spadkobierców z miejsca będzie można uznać za oszustów.Nikt przy zdrowych zmysłach życia na wsi sobie nie zmarnuje.Pozdrawiam z gospodarstwa 14ha.

  6. Gospodarstwa o powierzchni 5- 10 hektarów to tak naprawdę tylko fikcja literacka one istnieją tylko na papierze ludzie pobierają dopłaty a i tak pola obrabiają rolnicy wiem bo sam kilka takich gospodarstw widmo użytkuje takie są realia dobrze by było żeby urzędował one zostały zlikwidowane .

    • Ja użytkuję niecałe 10 i też chcę żyć. Kocham to co robię, tu się urodziłem, wychowałem. Chciałbym się rozwinąć, ale programy inijne wcale nie są słodkie, albo mnie po prostu wykluczają… Ziemia też naokoło droga… Czy doplaty/programy nie są ingerencją w gospodarkę wolnorynkową, a dopłaty do “rezygnacji z produkcji” w wolność? Już kiedyś były dopłaty do likwidacji plantacji buraków cukrowych. Zobaczcie jak nas teraz zrobili na szaro z cukrem w naszym kraju. Zagranica ma monopol.
      Chciałbym żeby Polscy gospodarze decydowali o swoim losie sami. Żeby były koszty takie, ceny płodów, żeby rolnik, który chce pracować był w stanie godnie żyć. Żeby go nie wykańczano hustawkami cenowymi, nagonkami… prosto: pracuje tyle i tyle, sprzedam tyle i tyle, mogę sobie kupić taki i taki ciągnik i nikt mi nie będzie mówił, że za duży… może akurat zrobiłem sobie takie maszyny pod niego, może planuję rzeczywiście pójść do przodu…

  7. Większość gospodarstw jest tylko na papierze . Jeśli nie produkujesz to nie jest rolnikiem. I wcale nie o powierzchnię tu chodzi, tylko o kombinatorów którzy żyją z dopłat. Przecież może być i gospodarstwo 5ha które jest specjalistyczne i rolnik normalnie produkuje na rynek. Wyeliminować należy tych nieuczciwych, którzy już dawno tej ziemi nie uprawiają, a pobierają dopłaty.

  8. Zobacz obszarniku jak jesteś zadłużony i popytaj tego 12-sto hektarowego czy ma kredyt? ; on utrzymuje się sam. Tobie zabrać kredyt to leżysz i kwiczysz 😄

  9. Dlaczego kolejne rządy tego nie widzą lub widzą a boją się ruszać rolników.polowa gospodarstw w Polsce to małe gospodarstwa pseudorolnikow którzy istnieją aby brać dopłaty .utrzymuje ich resztą społeczeństwa gdzie dopłaca się miliardy na krus a ci płacą groszowe składki z których później dostają emerytury jak inni pracownicy płacący wielokrotnie większe składki na ZUS.cale rodziny podwieszone są pod te pseudogospodarstwa .dodatkowo dorabiają w innej pracy i później pobierają emerytury i z ZUS i KRUS.czas skończyć z tą patologia.

      • Bo dopłaty nie są za bycie właścicielem, tylko rolnikiem. Tak ciężko to zrozumieć? Gdyby tego dziadostwa nie było, to nie byłoby problemu.

        • I to jest prawda…mój mąż ma 6h…jego brat obok 14…mąż oprócz zasiewów i hodowli bydla poszedł jeszcze na etat…a jego brat nic na swoich hektarach nie robi…do pracy też nie chodzi…I od zawsze mówiłam że to rolnik tylko na papierze…

        • Może to jest i dziadostwo, ale gdy ziemia będzie scalona w wielkie areały to łatwiej ją będzie przeszabrować Niemcom, Holendrom, czy innym bogatym nacjom. Takie małe trudniej przejąć. W pewnym momencie już nic nie będziemy mieli. Wszystko będzie wyprzedane. Mam mały kawałek ziemi. Wystarczy mi że prawdziwy rolnik zwróci mi koszty – podatek, ale ziemia po dziadkach będzie moja – POLSKA. Na Ukrainie skupiono małe gospodarstewka – często siłą – i wyprzedano potężnym agroholdingom. Tego chcemy?

    • Widać że się Pan nie zna na Kursie. Z tego co mi wiadomo jak ktoś opłaca składki w ZUS( czyli podjął pracę) to w KRUsie musi to zgłosić i nie są składki podwójne opłacane i do renty też nie jest to podwójne liczone… Płaci tylko składki za posiadane ha ,a nie zdrowotne i społeczne.

  10. Ciekawe, że aż 55% dzisiejszych rolników musiałoby
    udowodnić, że są rolnikami.
    I to przez papierologię, faktury , rejestry, itd.
    Eliminacja małych gospodarstw a gdzie zrównoważony
    rozwój.
    Chcecie dobrze, ale jak zwykle zza biurka.
    Proponuje zrobić konsultacje społeczne a nie wszystko narzucać.

  11. Ciężko się czyta wywody tych obszarników, zwłaszcza pana co mu przeszkadzają gospodarstwa 12 ha, zabrać im i dać tobie tak? Bo ci mało. Odczepcie się od tych małych bo oni lepiej gospodarzą bez dofinansowań na nowy sprzęt niż wy. Nie dostają żadnych modernizacja stacji a lepiej mają zadbane jak duże gospodarstwa. Zamiast siłowo likwidować małe gospodarstwa lepiej się zajmijcie nie równą konkurencja że wschodu i Ameryki północnej

    • Nic nikomu nie zabrać, tylko usystematyzować. W mojej miejscowości jest czterech większych rolników, i około pięciu mniejszych 5-10ha- i nie ma problemu, bo każdy z nich tą ziemię obrabia, i jest ok. Sęk w tym, że w agencji widnieje około pięćdziesiąt gospodarstw, bo większość istnieje tylko na papierze

      • Jak nie dostanie dopłaty taki fikcyjny rolnik to odbije sobie za dzierżawę. I zamiast 1000 za dzierżawę weżnie 3000. Więc jaki sens dokładania kolejnej papierologi rolnikom, żeby udowadniać ze się jest albo nie jest rolnikiem??? Głupota głupota głupota i sami rolnicy kładą sobie kłody pod nogi.

    • Chociaż jeden co mądrze pisze,z większości pozostałych wywodów wynika że najchętniej położyli by łapkę na cudzej ziemi żeby samemu mieć więcej

    • Nikt nie chce niczego zlikwidować. Chodzi tylko o nieuczciwych ludzi którzy robią z siebie rolników, a w rzeczywistości są bezrobotni albo są tylko właścicielami ziemskimi

  12. Mam pasiekę i ziemię 8ha, robię zasiewy facelii dla pszczół. Pracuje jako urzędnik. Niech mi ktoś wyjasni, dlaczego nie mam być rolnikiem ? Produkuje żywność – miód, a koszty mam małe.

  13. Ciekawy artykuł życie ma dużo różnych opcji. Ja odziedziczyłem gospodarstwo po Tacie. Jest to moja teraz tzw druga praca. Dzięki pierwszej mam bufor na rozwój bez nerwów . To prawda że 10 ha to raczej mało na produkcję w dawnym stylu Teraz niestety tylko jakość i szukanie niszy na lokalnym rynku. Jednak te 10ha czy nawet 5ha wystarczą i można ścięć dodatkowy dochód . Ja sprzedaje wszytko lokalnie i przez internet . I co według tych przepisów nie jestem rolnikiem ? Bez sensu , nawet jak nie będę brał dopłat i tak będę robił to samo co teraz

  14. Komuna nie zniszczyła, a Unia z dzisiejszym Rządem chcą postawić the end dla małych. Nie sprzedam swoich ha. Niszczyciele dajcie żyć!

  15. Najlepiej… Skasować małe gospodarstwa a ludzi w nich pracujących skazać na bezrobocie i biedę. Zamiast likwidacji powinno myśleć się o tym w jaki sposób zachęcić następców do przejęcia i rozwoju takiego gospodarstwa. 90 tys. gospodarstw? Daj Boże żeby do tego nie doszło.

    • W większości ci ludzie dawno na tej ziemi nie pracują. A jeśli pracują to mają też koszty, i nie będzie problemów z udokumentowaniem. Znaczna część gospodarstw w naszym kraju to ukryte bezrobocie, którego nikt do tej pory nie chciał ruszyć

      • Ja mam 3 hektary i żyję z tego kredytu nie mam śpię spokojnie a niektórym mało mało i jeszcze mało więc sobie dosraĵcie i drapcie się po głowie że zanim po spłacacie maszyny to te siępopsują a banki zacierają ręce a wam zostanie lina płacz i lament obudzie się wreszcie

ZOSTAW KOMENTARZ

Please enter your comment!
Please enter your name here

ARTYKUŁY POWIĄZANE (TAG)
INNE ARTYKUŁY AUTORA




NAJNOWSZE WIADOMOŚCI